Krótki wpis na rozgrzewkę.

Postanowiłam wrócić po prawie dwóch latach do pisania. Pisanie to może zbyt górnolotne określenie na to, co przez lata spłodziłam w tym miejscu. W każdym razie- brakowało mi tego, bardzo. To jedyne miejsce, w którym mogłam dać upust swoim myślom, gdy słowa, które próbowałam z siebie wydusić moim najbliższym dziwną siła nie chciały wyjść z moich ust. Chyba jestem typem człowieka, któremu lepiej wychodzi pisanie, niż rozmowa twarzą w twarz. Lub też po prostu o niektórych rzeczach lepiej nie mówić, zwłaszcza, gdy się nie potrafi. Zatem... zostaje mi to miejsce. Właściwie wchodząc dzisiaj na tę stronę przez myśl przeszło mi, żeby usunąć tego bloga, ale postąpiłam impulsywnie; jestem obrzydliwą sentymentalistką i jakkolwiek nie odważyłam się jeszcze przeczytać starych wpisów, bo odnoszę wrażenie, że będę tym zażenowana, nie mogę póki co zmusić się do wywalenia ich w cholerę. Podobno moją wadą jest konstruowanie zdań wielokrotnie złożonych, postaram się nad tym zapanować. 
Źródło: Bohater
Od czego by tu zacząć... Czuję się zobowiązana, żeby w wielkim skrócie opisać, co wydarzyło się w moim życiu od końca 2015 roku. O tym, że rzuciłam magisterkę z animacji kultury chyba wspominałam. Tak, postanowiłam skupić się na mojej ochronie i bezpieczeństwie dziedzictwa kulturowego. W zeszłym roku spędziłam prawie cztery miesiące w Holandii, w pracy. Było to ogromne źródło doświadczeń, które zasługiwałyby na osobny wpis, który może powstanie któregoś dnia. 
Przybyło mi tatuaży. W piątek trzynasty. 
Zaczęłam trenować kettlebell. Ja, którą przyjaciółka nie była w stanie namówić na jednorazowe wyjście na siłownię. W czwartek mam egzamin do grupy zaawansowanej. Te treningi to coś, co daje mi ogromną satysfakcję i możliwość wypocenia z siebie całej złości i innych negatywnych emocji, które zdążyłam zgromadzić od czasu ostatniego treningu. 
Po ponad trzech latach WRESZCIE zakończyłam najbardziej toksyczną relację w moim życiu, która skutecznie nadwyrężyła moją psychiką oraz pogląd na to, jak powinno wyglądać funkcjonowanie z osobą, którą się... no... kocha. W ostatecznym rozrachunku wyszło mi, że jednak go kochałam. To już za mną. Definitywnie. Komfort psychiczny, jaki teraz czuję, jest czymś, czego nie dam sobie znowu odebrać.
Jestem na trzecim roku studiów. Piszę pracę o cmentarzu. Dość zabawne, jaki kierunek obrały moje zainteresowania, że to tak ujmę, naukowe, prawda?
Oczywiście w dalszym ciągu nieustannie odczuwam tzw. weltschmerz. Rodzice powinni dać mi na drugie Wertera. 
Poszerzyłam swoje zainteresowania książkowe- nie czytam już jedynie fantasy. Ale o tym może kiedy indziej. Ten krótki wpis powstał w ramach rozgrzewki, zwłaszcza, że jeszcze chwila i zasnę nad klawiaturą. Ciekawa jestem czy ktoś w ogóle to przeczyta (mam cichą nadzieję, że jednak).
Muszę jeszcze ogarnąć te nowe szablony, bo nie wiem, co jest pięć.



Komentarze

Popularne posty