świat jest mój, więc niech daje mi to, czego chcę

Myślę, że wreszcie doszłam w swoim życiu do takiego etapu, gdy opinia innych ludzi w związku z ważnymi życiowymi decyzjami przestała mieć dla mnie jakiekolwiek znaczenie, a ja wreszcie kreuję swoje życie tak jak chcę i podejmuję wybory, które to już dawno powinnam podjąć, żeby najzwyczajniej w świecie poczuć się szczęśliwą i mieć świadomość tego, że zmierzam w odpowiednim kierunku.

Może wpływ na to ma fakt, że pod koniec września dobiłam do ćwierćwiecza, może to, że nie do końca byłam zadowolona z jakości swojego życia, a może to nieistotne? Może istotne jest to, że wreszcie zaczęłam coś zmieniać?


Zmierzam do tego, że postanowiłam rzucić studia magisterskie. No dobra, na razie czekam na decyzję, czy zostanie mi przyznany urlop dziekański, ale to w gruncie rzeczy prowadzi do jednego. Właściwie decyzję podjęłam nagle - tydzień temu jechałam rowerem do pracy i przez te niecałe dwadzieścia minut w mojej głowie ostatecznie dojrzała decyzja, która tak naprawdę nieśmiało tłukła mi się w głowie od dłuższego czasu. I mam świadomość, że jest to właściwa decyzja, a wiecie dlaczego? Bo poczułam się tak, jakby z serca spadł mi wielki kamień, co zaowocowało natychmiastową poprawą samopoczucia. A to wspaniałe samopoczucie towarzyszy mi bez przerwy już tydzień, więc coś musi być na rzeczy.

Przemyślałam sobie sporo spraw. Wiem, że jakiś czas temu pisałam, że animacja to jest to, że chciałabym pracować w kulturze, z ludźmi, mieć ciągle z nimi styczność, nawet z dziećmi, och. Chyba tak naprawdę uparcie chwytałam się myśli, że skoro to studiuję i bywa przyjemnie, to ja to będę robić, bo tak trzeba. Na szczęście zaczęłam studiować ochronę i bezpieczeństwo dziedzictwa kulturowego, i choć początku były trudne i chciałam zrezygnować - przebrnęłam przez pierwszy semestr. I dobrze. I jakby się głębiej zastanowić - jak to jest, że na zajęciach z AK siedziałam przeważnie ze skwaszoną miną, byłam ciągle zestresowana, wkurwiona albo smutna? A na ochronie byłam szczęśliwa i tryskałam humorem, mimo zmęczenia spowodowanego poprzednimi zajęciami i jak zwykle po krótkiej dawce snu?
Kilka dni temu zdałam sobie też sprawę z tego, że tak naprawdę jestem samotnikiem; lubię przebywać sama ze sobą i pracować nad czymś sama - nad prezentacjami, pracami pisemnymi czy czymkolwiek innym, taka ze mnie Zosia Samosia. Praca grupowa wprawia mnie w irytację i sprawia, że gnuśnieję, a takiego działania nie sposób uniknąć na animacji, nie wspominając o tym, że wiążąc swoją ścieżkę kariery z tym kierunkiem, ciągłe towarzystwo ludzi jest właściwie nieuniknione. Nie, nie i jeszcze raz nie. Wolę sama przygotowywać się do zajęć, siedzieć godzinami w bibliotece, chodzić sobie wszędzie sama - sama, sama i jeszcze raz sama!



Przez ostatni rok czułam presję otoczenia (rodzina przede wszystkim, znajomi), które wywierało na mnie wpływ i przekonywało, że prędzej powinnam zrezygnować ze studiów licencjackich niż magisterskich, bo wiadomo, papier w kieszeni. Papier, którym tak naprawdę mogłabym sobie w przyszłości podetrzeć tyłek. I oczywiście kolejny argument - ZOSTAŁ CI TYLKO JEDEN ROK, SZKODA TO ZOSTAWIĆ. Gdy wyrzuciłam z głowy głosy innych ludzi, zdałam sobie sprawę, że nie czuję żalu, że z tego zrezygnowałam, a jedynie ulgę, o której wspomniałam wcześniej. Bardzo wyzwalające uczucie, polecam!

Z innych rzeczy - zmieniłam pracę na lepiej płatną, z lepszym dojazdem i bardziej elastycznym grafikiem. Na razie jestem zadowolona. Moja neurotyczna natura zmusiła mnie do zmiany i to w zasadzie cały mój komentarz dotyczący poprzedniego miejsca pracy. Co prawda w obecnej przez sklep przewijają się tabuny klientów, codziennie, ale daję radę i nie mam jeszcze ochoty nikogo zamordować! A tak nawiasem - sporo wskazuje, że na zatrudnieniu mnie spory wpływ miały moje tatuaże; nigdy bym się nie spodziewała, że mogłyby być czynnikiem sprzyjającym. :)





Komentarze

  1. Najważniejszą rzeczą jest żyć w zgodzie ze swoją naturą, nie ważne jaka nie byłaby:)
    Ludzie zawsze będą oceniać i wiedzieć lepiej, taka jest właśnie ludzka natura - pełna wścibstwa i przemądrzałości;) Należy pamiętać, że to życie pisze nam scenariusze i czasem warto jedynie nanieść niewielkie poprawki (a czasem odwrócić bieg wydarzeń lub zastosować ostre cięcia;))
    Pozdrawiam serdecznie! Bardzo ucieszył mnie nowy post!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozpoczęłam studia doktoranckie w zakresie literaturoznawstwa i na dzień dzisiejszy stwierdzam, że to najlepsza decyzja w moim życiu;)duuużo książek, mało czasu, a tyle radości haha:)
    :*

    OdpowiedzUsuń
  3. dzięki kochana!
    tak, w następnym semestrze:) publicystykę społeczno - kulturalną prowadzić będę więc moje klimaty;)
    w końcu mogę bezkarnie czytać całe dnie i nikt mi nie powie, ze się obijam haha!:*

    OdpowiedzUsuń
  4. Coś mnie chyba ominęło, rzuciłaś mgr ? :> aa i jeśli mogę zapytać oczywiście to gdzie pracujesz? Wiem, że w Croppie często przyjmują osóbki z tatuażami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taaaak, wzięłam dziekankę na rok, możliwe, że za rok tam wrócę ;) brawo! zgadłaś/eś :D

      Usuń
  5. O haha :D mogę zostać detektywem :D i jestem "łaś" :P Pamiętam jak przed rozpoczęciem studiów pisałam do Ciebie z pytaniem o rekrutacje na Uniwerku w ZG teraz jestem na 4 roku i dalej tutaj zaglądam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. pamiętam to! ale nie pamiętam, na co składałaś papiery :D o kurde, miło mi, że wciąż tutaj zaglądasz po tak długim czasie! :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Wylądowałam w Szczecinie, ale po studiach wracam do Zielonej (tańsze mieszkania niż tutaj) no i ogólnie lubię bardzo to miasto. Mimo, że prawko zdałam tam dopiero za 4 razem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zieloną Górę? mi brakuje tutaj strasznie rzeki, ale tak poza tym uważam, że skrywa sporo przyjemnych miejsc i obiektów architektonicznych (zboczenie zawodowe), no i biblioteka uniwersytecka <3 gratuluję zdania prawka, ja chyba nigdy go nie dokończę :D

      Usuń
    2. Jakoś mam sentyment oo tego miasta. Szczecin jest dla mnie za duży, mimo, że się zmienia to dalej nie jest to czego szukam :P Akurat rzeke mamy i do tego fajne buwary nad Odrą, super sprawa na spacery czy wypicie piwka. Ciekawe jak będzie ze znalezieniem pracy w Zielonej :/ troche się tego boje. Ojj też zwracam uwagę na budynki. Ciekawa jestem co myślisz o filharmonii w Szczecinie https://c2.staticflickr.com/4/3878/15171930038_9ee1f4e9ed_b.jpg
      Mi się trochę rzuca w oczy kontrast stare z nowym

      Usuń
    3. nie byłam nigdy w Szczecinie, a jestem ciekawa tego miasta :D ooo, takie miejsca powinny być w każdym mieście, właściwie nie wiem co jest takiego w rzekach, że ludzie tak lubią spędzać nad nimi czas, może to kwestia estetyki :D kto wie, może akurat trafi Ci się tutaj praca marzeń? :D mam mieszane uczucia trochę, nie podobają mi się te ściany, są zrobione z blachy falistej? wygląda bardzo prlowsko :D co nie zmienia faktu, że ciekawy projekt, zwłaszcza te wierzchołki ;)

      Usuń
    4. Albo tego, że nie widzią co w tych rzekach jest:D W Szczecinie jestot fajne, że nad Odrą pachnie czekoladą, bo blisko jest fabryka czekolady. Często mówi się właśnie- Szczecin, miasto gdzie pachnie czekoladą:P W środku budynek wygląda MEGAAA, zerknij sobie :P Taak praca marzeń, pracować mało, zarabiać duzo :P

      Usuń
    5. nie słyszałam nigdy wcześniej, żeby o Szczecinie mówiono w ten sposób, to tak przyjemnie brzmi :) w środku rzeczywiście robi wrażenie; w ogóle to obejrzałam sobie w internecie więcej zdjęć tej filharmonii i skojarzyła mi się z figurą wyrzeźbioną w lodzie :P

      Usuń
    6. mogłabym nawet harować jak dzika świnia, ale niech nikt nie zmusza mnie do zbyt częstego przebywania z ludźmi!

      Usuń
    7. Oj tak ludzie są irytujący no dobra nie wszyscy, ale większość. Najgorsze jest to, że ja np. mam problem z dogadaniem się z kobietami(w takich kontaktach w pracy albo np. w grupie na zajęciach) i wolę pracowac z mężczyznami jakoś unika się z nimi ploteczek, obgadywania itp. Mówią prostymi tekstami a nie jakoś naokoło aby utrudnić komuś życie :D chyba zostanę policjanta :D Jak pracowałam w CCC to miałam ochotę częsc osób pozabijac :D najgorsze są odpicowane jak do kościoła bablo, które zostawiały po sobie mega pordel... a jakąs skromna babeczka ubrana w dres wszystko sama zanosiła na miejsce. Bo to chyba ma przedstawiać górę lodową czy tam lodowiec ... więc zgadłaś :P

      Usuń
    8. na studiach trzymam się z facetami i faktycznie taki stan rzeczy sporo ułatwia - konkrety i szczerość zamiast obrabiania dupy za plecami i mam ten komfort, że również mogę komuś coś powiedzieć prosto w oczy bez spinania się, czy się nie obrazi ;) ejjj, laski z ccc rzeczywiście są jakieś takie odpicowane wiecznie :D serio, miałam podobne w pracy!

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty