"Czy masz choć blade pojęcie o tym, w jakim ja żyję napięciu? Już nawet nie mogę spojrzeć w lustro, tak bardzo nienawidzę swojej gęby."

Nawet nie będę pluć sobie w brodę, że moje posty pojawiają się tutaj średnio raz w miesiącu, mimo że przelanie emocji na tego bloga chociaż trochę ulżyłoby mojej biednej głowie - chryste! Jestem tak sfrustrowana, tak wściekła! Nie mogę uporządkować myśli, czuję, że niedługo wybuchnę! Ostatnimi czasy jestem tak agresywna, że sama siebie nie poznaję! Nie dość, że nie mogę usiedzieć w miejscu, lub ze skrajności w skrajność - potrafię przespać dwanaście godzin i czuć się zmęczona, to dodatkowo nie potrafię ukryć swojego samopoczucia przed innymi ludźmi i kończy się tym, że na zajęciach siedzę wkurwiona, ze łzami w oczach i nie odzywam się do nikogo, bo wymaga to ode mnie zbyt wiele wysiłku, żeby nie stracić panowania nad sobą, albo jestem nastawiona agresywnie i obrywa się moim najbliższym, bo jestem obrzydliwie złośliwa i nie mogę zapanować nad chamskimi odzywkami... Jak oni jeszcze ze mną wytrzymują, a w dodatku ciągle pytają jak się czuję, pocieszają i wyciągają z domu, żebym nie była sama ze swoimi myślami? Czym zasłużyłam sobie na tak wspaniałych ludzi wokół siebie? Nie mam pojęcia, ale mimo tego, że wciąż czuję się nabuzowana i wszelkie rady wlatują mi jednym uchem, a wylatują drugim, bo jestem upartą oślicą i gdy się zaprę, to nic ani nikt nie jest w stanie wybić głupich pomysłów z głowy (albo jednego, konkretnego faceta, CHOLERA) i poirytowana tym, że próbują analizować moje zachowania, to czuję się wdzięczna tym, że zawsze mogę liczyć na ich wsparcie, nawet w najbardziej gównianych okresach mojego życia. Czy to nie jest wspaniałe?







W każdym razie doszłam do wniosku, że jeżeli chodzi o sprawy sercowe - nie będę słuchać niczyich rad. Trudno, najwyżej oberwę po dupie; to chyba silniejsze ode mnie, ta telenowela trwa już prawie dwa lata i scenariusz jest zawsze taki sam, a ja i tak za każdym razem daję się wciągnąć. Trudno! Rozgryzłam sprawę, wiem dlaczego tak się dzieje i pretensje mogę mieć tylko do siebie, że nie potrafię dać sobie spokoju z pewnym osobnikiem. Będzie co ma być, a ja jak zawsze przyjmę to na klatę, chyba jestem niezniszczalna, chociaż czasami wydaje mi się, że jest na odwrót. Stabilizacja uczuciowa nie jest dla mnie - chyba najbardziej pożądam huśtawki emocjonalnej, zapewniającej adrenalinę, mimo że negatywnie wpływa to na moją psychikę; jednakże - kto by się tym przejmował? Jeżeli chodzi o uczucia już dawno zauważyłam, że bardziej skupiam się na tym, co jest tu i teraz, a nie na przyszłości. Mam nadzieję, że kiedyś w końcu mi przejdzie i będę miała okazję się ustatkować. I tyle w temacie!


Ty nawet odchodzić nie umiesz. Wracasz jak czkawka - ani Cię zapić, ani przespać.

- Katarzyna Wołyniec 

 (...) Marzę o kimś, kto zmiesza się ze mną, rozcieńczy samotność.Nie, nie cierpię na niedostatek kontaktów z ludźmi. Ludzie są. Mówią do mnie, a ja odwdzięczam się wielokrotnie złożonymi konstrukcjami wyrazów. Jednak dni takie jak ten potęgują wrażenie oddalenia. Człowiek to obce ciało, a słowa, które do mnie wypowiada, to paprochy spadające na błonę bębenkową, odbierane jako przykry szum. Uwięziona w twierdzy ciała nerwowo wypatruję przez judasze oczu kogoś, kto mnie rozpozna, zrozumie, przemówi w języku, który znam. To na takie momenty czyhają sekciarscy hycle. To tędy, przez tę wąziutką szczelinę, przeciska się podstępnie do serca nowa miłość, fałszywy przyjaciel, agent ubezpieczeniowy, sprzedawca rewelacyjnych noży.Jestem tak głodna zrozumienia, opieki, że poprzeczne bruzdy na moim czole zdają się układać w napis 'Welcome'. Pomimo tej desperacji przy wejściu dokonuję ostrej selekcji, której właściwie nikt nie przechodzi pozytywnie, bom nieufna jak ślepiec wypuszczony samotnie na przechadzkę po obcym terenie. Są jednak ludzie, którzy czując się tak, jak ja się dziś czuję, rezygnują z wieloletnich związków dla tego początkowo obcego bytu, który odkrył słowa klucze, wypowiedział je perfekcyjnym tonem, a na koniec dmuchnął dwutlenkiem węgla w czułe miejsce na szyi, wprawiając w ruch pojedyncze kosmyki włosów, wywołując dreszcz nieznośnie przyjemny, który i tak stanowi jedynie namiastkę przyszłych rozkoszy, przed którymi uciec już nie sposób.Być może chwile tak przejmującej samotności, wyobcowania są jak wprawka do umierania. Może popełniamy błąd, próbując za wszelką cenę skrócić czas przebywania ze sobą sam na sam, wypatrując innej, samotnej, przestraszonej duszy. Kiedy odliczę przedostatni, a potem ostatni oddech, a twarz zastygnie w finałowej minie, ocknę się skazana na samotną przeprawę jednoosobowym, jak mniemam, tunelem, by również samotnie ześlizgnąć się w zaświaty. Kiedy właściwie zapomniałam o tym, że człowiek miewa towarzyskie epizody, a tak naprawdę zaczyna jako samotny embrion, zalicza kolejne fazy rozwoju, potem kolejne rozkładu i finiszuje w roli samotnych zwłok? Nawet chwila miłosnego zbliżenia – kiedy kobieta łapczywie chwyta mężczyznę w kleszcze ud i przez moment zdają się przyfastrygowani do siebie perłową nitką jego nasienia, a dwutlenki węgla w ich wydechach tworzą czterotlenek, bo dwa plus dwa równa się cztery – jest tylko złudzeniem jedności. Boże! Jestem taka samotna! Kiedy to piszę, czuję, jak wypełnia mnie po brzegi, po czaszki kopułę, totalne współczucie dla nas wszystkich. I chyba paradoksalnie, stanowimy jedność w tym oddzieleniu, jesteśmy bliźniaczo samotni…Choćbyśmy wtarli w dziąsła prochy najbliższej osoby, nie poczujemy bliskości. Gdybym otwarła sobie żyły i wraz z krwią puściła wszystkie swoje tajemnice, udostępniła zwiedzającym myśli, te najczarniejsze, złe, zawstydzające nawet mnie samą, wyszeptała marzenia, stała się całkowicie transparentna, nie zyskałabym poczucia zjednoczenia z drugim człowiekiem. Dlatego bezwzględnie konieczne jest wejście w zażyłość z samą sobą, podjęcie heroicznej próby uczynienia siebie jedyną odpowiedzialną za jakość życia, poczucie spokoju, który jest synonimem szczęścia. Człowiek, który nie lubi siebie, boi się pobyć ze sobą, staje się na powrót bezwolnym niemotą, podpina się pod cyc świata zewnętrznego i ssie iluzję – substancję odżywczą i kaloryczną jak… ocet.Oto przyszła trzecia z popołudniowych godzin… Lubię siebie… Wypatruję Ciebie, samotnego równolegle. 
- Katarzyna Nosowska 

Czasami jest mi z samą sobą tak źle, że aż zapiera mi dech - nie wiem, jak temu zaradzić, a to chyba jest największy problem, że samej siebie nie potrafię znieść. Muszę poszukać złotego środka, chyba nie ma innej rady na całą tę paranoję, w której się zamknęłam.

Nie mam jednak zamiaru ciągle narzekać - pochwalę się nawet, bo ostatecznie przyznano mi stypendium rektora dla najlepszych studentów, w dodatku najwyższą stawkę, jaką można otrzymać i w ten sposób za kilka dni na moje konto wpłynie wyrównanie od października. Jestem w trakcie szukania nowego, idealnego roweru. :) Marzy mi się solidna holenderka! Zastanawiam się też, czy nie zainwestować w kurs prawa jazdy i doprowadzić sprawy do końca, chociaż nie jestem do końca przekonana - kierowca ze mnie żaden tak prawdę mówiąc.
Pojawiła się też możliwość odbycia praktyk już w tym roku, związanych z moich drugim kierunkiem, co bardzo mnie ekscytuje, bo jestem zdeterminowana, żeby w przyszłości zajmować się ochroną zabytków i natury. Kurde, chyba poczułam powołanie! Nie sądziłam nigdy, że pójście w taką stronę będzie sprawiało mi tyle satysfakcji... :)

Ponad miesiąc temu byłam w Poznaniu po kolejne tatuaże.

Handpoke'owa czarownica od Josza:



I Dracula od Szesza:




Jako że oba tatuaże miałam zrobione na tej samej ręce, spuchła mi niesamowicie na około tydzień, dziwne uczucie. Postanowiłam, że w tym roku skończę już z dziarami, bo cztery w ciągu dwóch miesięcy to niezły wynik, ale niedawno znalazłam świetną tatuażystkę w Zielonej Górze, więc nie wiem czy dotrzymam swojego postanowienia, zwłaszcza, że we wrześniu mam urodziny... Chyba trzeba zachować jakiś umiar. :)


Tak z ostatnich odkryć kosmetycznych - cytryna! Codziennie smaruję ryło plasterkiem cytryny i zostawiam na twarzy przez około godzinę - widzę poprawę, jeżeli chodzi o stan cery, no i fantastycznie likwiduje wągry, tak więc polecam!

Czy ktoś mógłby polecić mi skuteczny sposób przeciwko wypadaniom włosów? Moje są w tragicznym stanie, codziennie zbieram całe kępki... Picie pokrzywy póki niestety nie pomaga, co budzi mój niepokój i lęk, że któregoś dnia obudzę się łysa!
















Komentarze

  1. rozumiem te uczucia, oj rozumiem! coś wiem o tej wszechogarniającej złości;)
    co do spraw sercowych - warto kierować się intuicją:) serducho w końcu należy do nas samych i to my wiemy podświadomie co dla nas dobre i złe.
    jesteś prześliczna!!!!!! i te oczy <3
    dziary, profeska bez dwóch zdań!
    ja to już myślałam, że nogi wyciągnę, bo znów pisanie pracy zostawilam na ostatnią chwilę hahah:D i były etapy od zapału poprzez deprechę aż do pełnej histerii haha:D ale na szczęście już złożyłam ją i czekam na obronę;) choć to chyba nie ostatni etap naukowy w moim życiu:P

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty