to dobra pora, by wziąć w ręce życie

Wcale nie jest tak kolorowo, jakbym chciała - coraz częściej zdarza mi się doprowadzać do takiego stanu, w którym płaczę z bezsilności i gorączkowo usiłuję złapać oddech. Nie podobają mi się takie napady i ciągły strach, ale staram się z tym walczyć. Dobrze, że wciąż mam koło siebie przyjaciół, którym na mnie zależy. Z wzajemnością, rzecz jasna. Czasami wydaje mi się, że moja egzystencja nie byłaby możliwa bez tych kilku osób w moim życiu. Myślę też, że należy odizolować się od osób, które zadają mi ból lub sprawiają, że czuję się po prostu źle. Z mojego doświadczenia wynika, że wpływa to niezwykle korzystnie na komfort psychiczny. Tylko jak tutaj odciąć się od kogoś, bez kogo Twoje życie wydaje się niekompletne? Ha, to jest dopiero trudny orzech do zgryzienia. Będę chyba potrzebowała sporo czasu, żeby to rozwiązać.

Nie wiem od czego zależny jest mój stan w ciągu ostatnich kilku miesięcy - może to kwestia tego, że rówieśnicy naokoło mnie zaręczają się, pobierają, rodzą dzieci, budują domy, spełniają się zawodowo, natomiast ja zatrzymałam się na pewnym etapie i chyba nie jestem całkiem dojrzała, moja przyszłość jest jedną wielką niewiadomą (a obawiam się, że niekoniecznie pójdzie w tym kierunku, co trzeba), moje doświadczenie zawodowe jest nikłe i jak na osobą dwudziestokilkuletnią mój dorobek życiowy jest naprawdę nikły. Na samą myśl o tym, czuję ścisk w żołądku, który właściwie towarzyszy mi cały czas. Nie mam pojęcia, jak uwolnić się od tego.
Mam ogromną satysfakcję ze studiowania drugiego kierunku i chciałabym związać z nim swoją przyszłość, ale boję się, że po jego ukończeniu będę za stara, żeby ktoś chciał zatrudnić mnie gdziekolwiek. JAK TEMU ZARADZIĆ? Już dawno nie czułam się tak zestresowana, wciąż boli mnie brzuch i mam trudności z zasypianiem...

Ale nie będę wciąż narzekać - jak już wspominałam wcześniej, drugi kierunek sprawia mi naprawdę ogromną satysfakcję. Żałuję, że po zdaniu matury od razu nie poszłam na studia humanistyczne, bo na pedagogice chyba jednak traciłam czas. Teraz jestem zachwycona - branie udziału w zajęciach sprawia mi ogromną przyjemność i wreszcie uczę się rzeczy, które mnie interesują. Czuję, że moje horyzonty się poszerzają, a w dodatku mam wspaniałych, wyrozumiałych wykładowców, którzy zajmują się swoimi dziedzinami nauki z prawdziwą pasją i to widać na pierwszy rzut oka. Czego chcieć więcej? 

P.S. Jutro jadę po kolejne tatuaże!





Komentarze

  1. powiem szczerze, że wykluczenie toksycznych 'przyjaciół' jest mega dużym wyzwaniem. jestem typem osoby, która wiecznie komus daje szanse. 50, 150 i 300 raz. ja cierpiałam, a oni nie. w końcu zawzięłam się wygarnęłam im wszystko, po prostu wszystko. myślałam, że zrozumieją, ale tak się nie stało. Urwałam więc kontakt, definitywnie. po kilku miesiącach byłam tylko szczęśliwa, że mam przy sobie ludzi, którzy mnie uskrzydlają, a nie prowadzą do granic rozpaczy. później rozumiałam, że to nie za nimi tęskniłam, a za dobrymi wspomnieniami z nimi związanymi. teraz mam więcej czasu dla osób, które naprawdę są tego warte:)
    tez mam czasem takie rozkminy i ataki paniki, chociaż nauczyłam się sobie z nimi radzić. ostatnio tak przerażało mnie to, że miałam kilka dni na napisanie rozdziału - czułam presję, ale... poszłam pobiegać, później przysiadałam i zaczęłam pisać karteczka po karteczce aż wreszcie skończyłam, byłam zaskoczona, że potrafię tak zmobilizować się do pracy i zakończyć w mig swoje histerie.
    Doświadzcenie jeszcze zdążysz zdobyć, nie martw się:*! bierz się w garść i przestań rozmyślać o przyszłości, tylko skup się na teraźniejszości i ludziach, którzy Cię wspierają!
    aaaaaa nowe dziary <3! aż mnie ciekawi co teraz!
    p.s.: aż dziwne, ale w sukience czułam się mega dobrze!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty