there were moments when it seemed okay to this moment away



W ostatnich miesiącach starałam się, naprawdę starałam się i myślę, że zmieniło się moje podejście do życia, na lepsze i że stałam się silniejsza, ale od kilku dni... Nie wiem, czuję się tak jakbym spadała w dół. Chociaż bardzo nie chcę popadać w egzaltację, myślę, że czasami jednak się bez tego nie obejdzie.

Znowu boję się o własną przyszłość; najchętniej zamknęłabym się w swoim pokoju, schowała do łóżka i zawinęła w kołdrę, urwała ze wszystkimi kontakt i czekała aż to minie. Często przez myśl przechodzą mi pytania, że właściwie po co mi te studia i jaką mam gwarancję, że po ich ukończeniu znajdą pracę zgodną z moim wykształceniem? Po co dalej się uczyć, skoro mam już prawie dwadzieścia pięć lat, a z osiągnięć życiowych jedynie licencjat i poczucie zagubienia? Już i tak za późno, zamiast na różnych zawirowaniach w liceum, powinnam skupić się na nauce, żeby teraz być już po obronie tytułu magistra i wreszcie się usamodzielnić, pracować na własne utrzymanie i być niezależną od rodziców. Tymczasem ciągnę teraz dwa kierunki, a mogłabym znaleźć sobie w końcu jakąś pracę. Wiem, że przeszłości nie zmienię, ale mimo wszystko...
Przez ostatnie kilka miesięcy budowałam poczucie własnej wartości, żeby w końcu było wyższe i w jakimś stopniu mi się to udawało, powoli, z trudem, ale zarówno ja, jak i moi najbliżsi zauważyli progres. I znowu wpadłam w dół, a cała ta moja pewność siebie, którą udało mi się stworzyć z takim trudem, znikła.
Z pewnością siebie już tak jest - wystarczy byle drobnostka, niepowodzenie, żeby odbiło się to na naszej samoakceptacji. Wystarczy mały kamyczek, żeby runęła cała lawina wątpliwości, które mamy ukryte w podświadomości, a które pod wpływem tego kamyczka dają o sobie znać ze zdwojoną siłą.
Coraz częściej męczy mnie myśl, że jestem za głupia na studia - myśl o zaliczeniu niektórych przedmiotów wprawia mnie w przerażenie.

STOP. Ten wpis zaczęłam w poniedziałek w nocy, zasiadłam do niego ponownie we wtorkową noc, ale od tamtego czasu sporo się zmieniło. Humor tak jakby mi się poprawił. Poczytałam sobie książki Musierowicz, które zawsze, bez względu na to, w jak wielkim dołku jestem, działają na moją duszę jak balsam (egzaltacja, tak), dostałam kopa motywacyjnego od przyjaciółki


i podjęłam ważną życiową decyzję, w związku z czym mam ponad pół roku, żeby znaleźć pracę, a od października studiować tylko jeden kierunek. W sumie to dość przykre, że między innymi ze względów, powiedzmy ekonomicznych, jestem zmuszona zrezygnować z nauki. Klamka zapadła. I od tej chwili przestaję wątpić w tę decyzję. Skoro coś dojrzewało we mnie od dłuższego czasu, oznacza to, że idę w dobrym kierunku. Znowu widzę wszystko w jaśniejszych barwach. W życiu musimy dokonywać zmian!

Wszystko, co znam, to wyłącznie cuda. Czy stoję pod drzewami w lesie, czy rozmawiam za dnia z kimś, kogo kocham, albo nocą śpię z kimś, kogo kocham. Podziw budzące owady w powietrzu, cienka krzywizna wiosennego nowiu - to dla mnie cuda, całość pełna powiązań, a jednak każdy jej składnik odrębny i na swoim miejscu. Każdy cal sześcienny przestrzeni jest cudem.

Wiecie, naprawdę smutne byłoby zaprzepaścić coś, co budowałam tyle miesięcy. Nie chcę wracać do niepewnego siebie, płaczliwego i wiecznie zrzędzącego ponuraka - chyba jednak wolę siebie pełną energii, zadowoloną z życia i uśmiechającą się do siebie nawet na ulicy.
Jest już po trzeciej w nocy, a mi trochę zamykają się oczy, zatem umieszczę tutaj kilka cytatów z Musierowicz, żeby było wiadomo, o co chodzi z tą pozytywną siłą płynącą z jej książek. I jeszcze jedno - wreszcie udało mi się skompletować całą Jeżycjadę!

Nie ma żadnego "ja". Nie ma żadnego "ty", bo sami w sobie nie istniejemy. Swoje istnienie czerpiemy z wzajemnej zależności wszystkich od wszystkich i wszystkiego od wszystkiego. Jesteśmy - jednym.

A ja wierzę w miłość. Ona zwycięża zawsze, prędzej czy później. Bo nawet wtedy, gdy się w nią nie wierzy - ona przecież jest. I działa. A jej działanie, tak jak działanie prawdy, jest niezawodne.

Absolutnie każdy człowiek jest zdolny do czynu, którego musiałby się wstydzić. Dobrze jest mieć tę świadomość. Sztuka polega na tym, żeby tego czynu jednak nie popełnić. Czyli – nie ulec swojej słabości. Słabość jest rzeczą ludzką. Lecz pokonywanie słabości jest rzeczą ludzką godną podziwu. Zauważ: los lubi na nas zastawiać pułapki i kiedy już nam się wydaje, że wyszliśmy z honorem, że postąpiliśmy właściwie i godnie, pojawia się kolejna pokusa. I znów musimy dokonywać wyboru. Trwa to aż do śmierci, wyobraź sobie. Żadnego wytchnienia. Co myślicieli chrześcijańskich doprowadziło do przekonania, że całe nasze życie jest próbą. Mądrość Wschodu z kolei powiada: „Wielka Droga rodzi wszystkie istoty, jej opatrzność czuwa nad wszystkimi, kiedy przyoblekają materialne kształty, a okoliczności je doskonalą.” Być może tak właśnie należy traktować trudności, które życie przynosi: jako coś, co pomaga nam się doskonalić.


Żyj tak, żebyś w żadnej minucie nie musiała się wstydzić tego, co czynisz. Postępuj tak, jakby przez cały czas patrzał na ciebie ktoś, kto cię kocha, szanuje i jest z ciebie dumny.



Ostatnio wierzę w znaki. W momencie, gdy pisałam o zmianach, trafiłam na ten kawałek. Przypadek? :) 
(btw - serdecznie polecam inne utwory Yoshida Brothers)













Komentarze

  1. haa, zgadzam się z Twoją przyjaciółką w 1000%! nie wierzysz w siebie, a to Twój wieeelki błąd! kiedy zaczniesz w końcu siebie doceniać cooooo?!
    każdy ma takie dni, że czuje się do dupy. Ja mam takie dni w kluczowe dla mojej przyszłości etapy - przed pisaniem licencjatu miałam i teraz jest to samo. I znowu odkładałam pisanie na ostatnią chwilę i teraz będę ślęczeć nad tym G, bo w maju to wiadomo - spacerki, bieganko, walka o figurę, serialiki, nowości książkowe, nawet kupa czas na imprezy się znajduje hahah;)
    w sobotę mam bal magisterski i cholera czuję się jakbym szła na jakiś pieprzony bal debiutantek hahaha;)

    OdpowiedzUsuń
  2. nic mi nie mów! ja już nie wiem za co się brać! podziwiam osoby, które potrafią sobie zorganizować czas na wszystko - ja do nich chyba nigdy nie będę należeć ;) wolę się opierdzielać, a później panikować i lamentować haha;D
    proces żmudny, ale mam nadzieję, że zakończony sukcesem będzie! i będzie trwały w cholerę;D
    sukienka jest! nawet bardzo roznegliżowana hahaha;) ale może do niej przyzwyczaję się;) nie wiem tylko jaki make up i fryzura:P
    p.s.: nie farbuję włosów od końca września! przyciemniłam i czekam aż odrosną o! tylko mnie grzywka korci!

    OdpowiedzUsuń
  3. piona z pisaniem prac zaliczeniowych w noc przed terminem <3 i moje gadanie, że to już ostatni raz odkładam wszystko na ostatnią chwilę!
    woooo, widzę, że na zmiany imagu nas wzięło! a jaką farbą?:) poka poka!
    a jakiś taki średni blond, a zaczyna przebijać mój ciemniejszy - nie jest źle;) myślałam, że będzie gorzej:)
    https://www.google.pl/search?q=oh+my+love+red+dress&biw=1517&bih=741&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ei=vLMJVYfkM4GvUZD7gyA&sqi=2&ved=0CAYQ_AUoAQ#imgdii=_&imgrc=IQFIOdZ58oZMxM%253A%3BezQvlLYtL_7McM%3Bhttp%253A%252F%252Fwww.bloody-fabulous.com%252Fmedia%252Fcatalog%252Fproduct%252Fcache%252F1%252Fimage%252F9df78eab33525d08d6e5fb8d27136e95%252Fo%252Fh%252Foh-my-love_womens_fashion_red-cut-out-skater-dress_oml2915_2.jpg%3Bhttp%253A%252F%252Fwww.bloody-fabulous.com%252Foh-my-love-spell-on-you-red-textured-rectangle-cut-out-skater-dress.html%3B400%3B590
    taka sukienka;)

    OdpowiedzUsuń
  4. dzięki bardzo, podbudowałaś mnie! nie jestem przyzwyczajona do takiego wyglądu - kiecka i mocniejszy make up to już gruba sprawa;) gdybym miała ładniejsze włosy to bez wahania zostawiłabym rozpuszczone, a tak cały czas rozkminiam - zależy jak mi si będą układać tego dnia i czy odrosty nie będą się rzucać w oczy;) tak, wracam do naturalnego, a dopiero jak wyrównam kolor to będę mogła zafarbować czymś ton w ton;) po balu ścinam je o jakieś 10 cm;)
    ta farba l'oreala jest super, potwierdzam - moja koleżanka sobie nimi farbuje i zawsze super włosy wyglądają:) także czekam z niecierpliwością na zobrazowanie efektu!!!:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj wiem co czujesz. Mnie byle drobnostka może wręcz dobic, i czuje się jak jakiś niezorganizowany stwór mimo, że wszystko staram się robić terminowo. Najbardziej dobija mnie myśl pisania licencjatu, który już za parę miesięcy ;/ Nie wiem czy jest sens w robieniu magistra i czy na tym samym kierunku. Zazdroszczę tym co wiedzą konkretnie czego chcą, ja w tym momencie jestem ich zaprzeczeniem. Może każdy dojrzewa w innym momencie i nie wiem za ileś tam lat jak np. urodzę dziecko stanę się mega zorganizowana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeżeli chodzi o licencjat - to tak jakbym widziała siebie rok temu :) rok temu o tej porze miałam depresję i prawie codziennie wyłam w poduszkę, bo za cholerę nie mogłam wziąć się za pisanie. właściwie tydzień przed ostatecznym terminem oddawania prac do dziekanatu udało mi się spiąć i ją napisać, ale wierzę, że Tobie uda się to szybciej :)

      co do wiedzy na temat tego, co chcesz robić w życiu, nie wiem czy to Ci pomoże albo pocieszy w jakikolwiek sposób - wychodzę z założenia, że tak naprawdę człowiek całe życie poszukuje swojej drogi i różne doświadczenia tylko ją wzbogacają. bo skąd wiesz czy któregoś dnia nie obudzisz się z myślą, że TO jest to, co chcę robić, albo że myśl ta będzie dojrzewać w Tobie dojrzewać dłuższy czas? wszystko przed Tobą i absolutnie nie ma się czym martwić. :) trzymam kciuki!

      Usuń
    2. p.s. a magistra zawsze możesz robić z czego innego :)

      Usuń
    3. Jakby to było takie łatwe, chociaż mówi się, że jeśli czegoś bardzo chcemy to to dostaniemy (pewnie tak samo jak pieniądze szczęścia nie dają). Najgorsze jest to, że lubie wszystko wiedzieć i nie lubię niespodzianek, dlatego np. podłamało mnie zrobienie mapek do licencjatu, których nie miało w nim być... no i że zajmą mi 10000 lat :D Ciężko jest być dorosłym. Szukanie pracy o której wspomniałaś też mnie to czeka znów na wakacje. Będę mogła sobie wpisać w CV na pewno jakiś fascynujący punkcik :D

      Usuń
    4. ostatnio przekonuję się, że jeśli czegoś się bardzo chce, to się to dostaje, chociaż nie mam pojęcia, na jakiej zasadzie to działa :D pieniądze dają szczęście - gdy się je ma, można zrealizować sporo interesujących planów :D
      pocieszę Cię - żeby napisać licka, musiałam prowadzić z partnerami projekt w świetlicy socjalnej przez kilka miesięcy, to dopiero było męczące!
      ha, teraz docenia się beztroskę dzieciństwa, co? mam tak samo :)
      też muszę szukać tej pracy, a z chęcią poobijałabym się przez wakacje :D

      Usuń
    5. Oj docenia :P Haha jak zdam to na tydzień znikam. Nie wiem gdzie, nie wiem jak, ale znikam :D Ostatnio oglądałam defacto i była tam mowa o testerach czekolady. Praca 3 razy w tygodniu po 3 godziny, praca idealna dla mnie :D

      Usuń
    6. ojojoj, tak na przykład nad jakieś dzikie jezioro się udać i nie mieć z nikim kontaktu! :P albo mieć, ale tylko z najbliższymi!
      hahha, dla mnie też, ale po miesiącu pewnie bałabym się stanąć na wadze :D jeny, albo tester łóżek i pościeli - sen to jedna z moich ulubionych czynności :D

      Usuń
  6. haha, już po balu - fryzurę miałam bardzo prostą;)
    ja już się kochana naeksperymentowałam - dlatego teraz cały czas skracam i regeneruje je żeby choć trochę odżyły;)
    nawet mała odmiana dużo daje - poza tym takie zmiany są rozsądniejsze!:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty