staying in my play pretend, where the fun ain't got no end

And then there's no good way to end things, cause it's ending, y'know?

Pierwszy raz na tym blogu piszę, będąc pijaną (dobra, upojenie alkoholowe już ze mnie schodzi, ale i tak nie jestem trzeźwa). Może to i dobrze; wiem, że ten wpis na pewno będzie chaotyczny, ale może wreszcie uda mi się napisać o tym wszystkim, co ostatnio pałęta mi się w głowie i nie chce odejść. W tym momencie słucham pierwszego albumu Tove Lo, Queen of the clouds. Dzisiaj w barze opowiadałam przyjaciółkom, gdy jeszcze miały siłę mnie słuchać, że płyta ta jest podzielona na trzy części - The Sex, The Love i The Pain. To tak bardzo do mnie przemawia, może niekoniecznie w tej kolejności, ale myślę, że każda/ każdy z nas (nie ma co się oszukiwać, wiem, że tego bloga czytają jedynie podlotki/ dziewczyny/ kobiety) kiedyś doświadczyło takich uczuć i nie ma w tym nic dziwnego; normalna kolej rzeczy. Niżej link do kawałka, który pewnie większość zna (cholera, a niedawno tak podniecałam się tym, że znalazłam taką hipsterską muzykę, a tu klops, jadąc samochodem z Pasożytem, słyszę ten kawałek w ESCE, kurwa, w ESCE)


W każdym razie - na podstawie doświadczeń swoich, swoich przyjaciółek i ludzi, których spotykam raz na jakiś czas, ewentualnie tych, których poznaję co jakiś czas, dochodzę do wniosku, że budowanie relacji (nie mówię o przyjaźni, to jest temat na totalnie osobny wpis), damsko - męskich, damsko -damskich, męsko - męskich (pierwszy rodzaj najbardziej mnie interesuje), podszytych zauroczeniem, miłością, pożądaniem, jest po prostu kurewsko trudne. Stop, to ostatnie niekoniecznie. Wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach jesteśmy skłonni prędzej pójść na tak zwaną całość niż powoli odkrywać przed nowo poznaną osobą kolejne części siebie - od tych najbardziej błahych, po te najbardziej intymne. Nie oszukujmy się - co jest łatwiejsze? Pokazać swoją najbardziej ukrytą, wrażliwą stronę, czy pójść z drugim człowiekiem do łóżka bez zobowiązań, mając na celu jedynie zaspokojenie swoich seksualnych potrzeb? To przecież takie proste - lubisz gryzienie i siniaki? Spoko, ja też. Rozkraczę się przed Tobą, pokażę cycki, a Ty ściągaj koszulkę i wyciągaj sprzęt ze spodni. Broń boże, nie próbuj odkryć, co siedzi głęboko pod moją czaszką, że może wbrew pozorom też potrzebuję bliskości, albo że tak naprawdę jestem wrażliwa i chciałabym zakochać się z wzajemnością; przecież i tak mnie zranisz, a tak? Fajnie, mamy nieskomplikowany układ - poprzytulamy się i pójdziemy do łóżka, zaspokoimy siebie nawzajem, porozmawiamy o pierdołach, a później każde pójdzie w swoją stronę, ale wiesz, jeśli aktualnie nie spotykasz się z nikim, to wiesz, zadzwoń do mnie, albo ja do Ciebie i umówimy się na stukanie u mnie albo u Ciebie następnego dnia. I tak w kółko.
Cholera, moje wychowanie polegało na czymś totalnie innym! Począwszy od wartości, które od dziecka mi wpajano, skończywszy na romantycznych lekturach, które namiętnie pochłaniałam (Montgomery, Musierowicz!). Wiedziałam, że najpierw musisz poznać człowieka, żeby wiedzieć, czy chcesz dzielić z nim najbliższą przyszłość; pożądanie powinno przyjść później - dodatkowo pociąg seksualny jest jakby najmniej istotną częścią całej tej otoczki związanej ze znalezieniem drugiej połówki. Na to ostatnie mam teraz nieco inny pogląd, ale nie w tym sęk.
Dzisiaj to wszystko nabiera innego wymiaru - nie mamy czasu, odwagi czy ochoty. Pochłaniają nas - praca, nauka, pasje; odliczamy czas od weekendu do weekendu, kiedy większość z nas dopiero wtedy jest w stanie znaleźć czas dla bliskich nam osób, z którymi może wreszcie się spotkać, powymieniać się plotkami, doświadczeniami czy po prostu pobyć razem. Tak zwana druga połowa nie jest wówczas tak istotna - jeszcze jej nie poznaliśmy, znamy, ale nie damy do zrozumienia, co czujemy, bo jest to równoznaczne z odkryciem swoich słabości, nie mamy czasu na rozwijanie czegoś nowego.
Nie chcę generalizować - wierzę w miłość, naprawdę! Dowody tej miłości widzę wokół siebie, obserwując przyjaciół i ich udane związki, posuwające się ciągle naprzód - randki, zaręczyny, ciąża, małżeństwo (kolejność dowolna).
Kurwa! Skąd jest w nas taka podejrzliwość, strach, jakkolwiek to nazwać? Widzę sama po sobie - prędzej wyszłabym z sombrero na głowie i gołymi cyckami na ulicę niż powiedziała facetowi, że jestem w nim zakochana. I co z tego, że ktoś kiedyś mnie zranił? Takie jest życie! To, że kiedyś ktoś sprowadził mnie do poziomu gówna, nie oznacza, że kolejny facet też musi postępować w podobny sposób. Ale nie, każdy kolejny osobnik płci męskiej, próbujący nawiązać ze mną bliższą relację, musi liczyć się z tym, że będę zdystansowana. Cholera, smuci mnie to. Właściwie nie wiem, do jakiej puenty dążę - wybaczcie, ale wciąż jestem pijana. Po prostu - marzenia o romantycznej miłości już dawno rzuciłam w kąt, bo nie wierzę, że taka istnieje. I chciałabym być kiedyś pozytywnie zaskoczona. Od jakiegoś czasu w moim pobliżu ciągle kręci się jakiś facet, a ja naprawdę w żadnym z potencjalnych i niechcianych zalotników (wciąż liżę rany, ale jestem na dobrej drodze do wyleczenia), nie widzę kogoś, z kim chciałabym spędzić swoją najbliższą przyszłość, a co dopiero życie! Staram się być optymistką, ale w tej materii totalnie mi to nie wychodzi. Zatem życzę wszystkim spokojnej nocy (a właściwie ranka, bo dochodzi szósta rano) i kogoś, do kogo chce się wracać każdego wieczoru. Dobranoc!




Komentarze

  1. Muszą się zejść warunki a Ty musisz być w odpowiednim miejscu by poczuć tę romantyczną miłość. Wiem, że czasami brakuje nadziei by w to uwierzyć, tym bardziej, że dookoła wszyscy mówią o bzykanku. Odnajdziecie się, to oczekiwanie też jest ciekawym przeżyciem. Olka, możesz chodzić na randki i przy okazji się świetnie bawić, kwestia spojrzenia na daną sytuację z innej strony.
    Jak ja bym chciała pójść na randkę...jezu, spontanicznie do kina, do knajpy, na koncert...szkoda, że ten romantyzm tak szybko się wypala w związku. Ej, jest dobrze:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaa, romantyzm porzuciliśmy jakieś 6 lat temu. Tera samo życie, droga pani,

      Usuń
  2. W końcu nowy wpis :) Współczuje, jednak lepiej się zastanawiać, poczekac dłużej niż wpaść w jakiś toksyczny związek. Sama od pewnego czasu mam wrażenie, że mój związek polega na przyzwyczajeniu, po 5 latach ciężko jest się czymś zaskoczyć... Myślenie o facetach zmienia się z wiekiem. Widzę to po sobie, dojrzałam i teraz jakbym miała kogoś wpuścić do serca, musiałby to byc mega dojrzały facet, typ drwala :D z ogarnietym planem na przyszłość. Niestety trafiłam na osobe, która żyje z dnia na dzień, nie myśląc o tym co będzie kiedyś. Ma to swoje plusy i minusy jednak jestem typowym koziorożcem do tego chyba zbyt poważnym jak na swój wiek;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chyba muszę w końcu nauczyć się systematyczności w pisaniu ;)

      wydaje mi się, że skoro nie odpowiada Ci to, jaki jest Twój facet, w sensie, że nie do końca odpowiedzialny, to chyba powinnaś z nim porozmawiać albo zakończyć ten związek i szukać szczęścia gdzie indziej; oczywiście, zdaję sobie sprawę, że łatwo mi mówić, nie mam za bardzo doświadczenia w tak długotrwałych relacjach, no ale zawsze trzeba próbować szukać złotego środka. ;) skoro jesteś poważna, to dobrze, pewnie przynajmniej nie podejmujesz ciągle lekkomyślnych decyzji, których mogłabyś żałować. ;)

      haha, ja nie jestem pewna czy byłabym kogokolwiek dopuścić do swojego serca!

      Usuń
    2. Dopuścisz, dopuścisz i będziesz śmiać się jeszcze z wszystkich dawnych myśli ;] Kiedyś myślałam i w sumie nadal myślę, że znalezc drugą połówkę jest trudno. Jest tyle ludzi na świecie i dlaczego akurat na moja "wielka miłość" ma mieszkać powiedzmy 20 km ode mnie. Pewnie siedzi teraz w Miami albo w Perth i wygrzewa się na słońcu :D

      Usuń
    3. pożyjemy, zobaczymy, nie mam szczególnego ciśnienia, jest jeszcze wiele innych rzeczy, które mnie absorbują. :D tak, w Miami i zapewne dziwnym trafem któregoś dnia spotkamy się na przykład w Uzbekistanie :D

      Usuń
  3. ach, Gwiazdo Ty moja! ja ostatnio żyję w innym świecie- internetu prawie wcale, studia pochłaniają duzo mojej uwagi, szczególnie , że czas wybrać temat magisterki. dużo czasu poświęcam przyjaciołom, trochę sportu też wpadło! Tarczyca w stanie superowym, czym się zdziwiłam- ale wpływ głównie zdrowego odżywiania;)
    Ty mnie się pytasz gdzie ja się podziewam, a sama nie lepsza?:P szczególnie z pisaniem!
    ja raczej zawieszam działalność, ale Ciebie to nie wyobrażam sobie nie czytać! liczę na wielki come back!:D
    miłość, ach, temat rzeka! ja jestem od 4 lat szczęśliwa, jasne, że były gorsze i lepsze chwile, ale cały czas jest ten ogień;) ale tylu frajerów spotkalam na swojej drodze i tyle lez wylalam, ze ocean to za mało...
    będziesz szczęśliwa zobaczysz- tylko to zawsze jest niespodziewane!
    o piciu to mi nic nie mów, ostatnio źle skończyłam i wątróbsko mnie bolało 3 dni, a trzeźwiałam też mniej więcej tyle;)
    muzaaaa mój klimat!

    OdpowiedzUsuń
  4. Weź, ja to po alkoholu to jestem tak żałosna tak, że aż szkoda gadać. Cyrk ze mną jest. Tylko nagrać i do śmiechu (płaczu) warte ;D ja myślałam , że ściany się przewracają, bo bełkotałam to jeszcze kilka dni. Nie mówiąc już o moich tekstach i sweet fociach haha;D
    nie myśl sobie, że ja to tak za zdrowe odżywianie to bezinteresownie się wzięłam - w marcu mam bal, a z moim zapałem to jeszcze 10 razy wypięknianie będę zaczynać od nowa!
    ja mojego chłopaka poznałam właśnie w takim momencie i z takim nastawieniem jak Ty teraz, z resztą on miał tak samo hahahah xD także możesz się zdziwić :P
    ooooo, super, posłucham sobie!:*

    OdpowiedzUsuń
  5. Zajrzyj do spamu/wiadomości inne na fb.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty