Kocham szarość, mrok i ciemność nocy, lubię być sam, a za najodpowiedniejsze towarzystwo uznaję własne myśli.

Zbieram się od dłuższego czasu za napisanie porządnego posta na tym blogu, bo właściwie od moich urodzin nie pojawiło się tutaj nic konkretnego. Cóż, usprawiedliwiam się tym, że ostatnimi czasy mam naprawdę mało czasu na cokolwiek. W tym roku zaczęłam studiować dwa kierunki - magistra robię z animacji kultury, a licencjat z ochrony i bezpieczeństwa dziedzictwa kulturowego. Zajęcia mam od poniedziałku do czwartku; rano jadę na uczelnię i przeważnie około 21 jestem w domu. Pracuję też dorywczo w piątkowe wieczory i sobotnie przedpołudnia, które przedłużają się w popołudnia. A po południu udzielam jeszcze korepetycji z angielskiego, więc wolne mam w zasadzie jedynie sobotnie wieczory i niedziele, które powinnam poświęcać na czytanie książek zadanych przez doktorów i profesorów.


Mimo tak napiętego harmonogramu, znajduję czas na spotkania z bliskimi. Nie tak często jak kiedyś, za to tak samo intensywnie. :) Dobrze jest czasami oderwać się od uczelni. Nie narzekam, kocham swoje studia! Na animacji na razie jest dość nudno - pedagogika nie jest moją ulubioną dziedziną, a w tym semestrze przeważają przedmioty pedagogiczne i socjologiczne, niestety. I logika... Nienawidzę!
Za to na DZIEWICTWIE KULTUROWYM mam prawie same interesujące przedmioty; najważniejszy - antropologia kulturowa! Profesor, który prowadzi zajęcia, posiada tak ogromną wiedzę i przekazuje ją w taki sposób, że na ćwiczeniach i wykładach siedzę w pierwszym rzędzie i słucham zahipnotyzowana, dosłownie spijam każde słowo padające z jego ust! Jest to pierwszy wykładowca, dzięki któremu postanowiłam sięgnąć po lekturę dodatkową. Wypożyczyłam Złotą gałąź, która teraz czeka na mnie na półce. Jak dobrze zepnę dupsko, to może wezmę się za nią jutro. Zawsze lubiłam historię (słuchać o niej i czytać, ale nie uczyć się), a co może być lepszego od historii szamanów, obrzędów lub czarownic? To jest coś, co mnie fascynuje!
Mam jeszcze dwa przedmioty związane z historią i naprawdę je lubię. :) I pomyśleć, że po pierwszym tygodniu zajęć położyłam się do snu z płaczem, że nie dam rady, że to ponad moje siły...
Przyznaję, że fizycznie jestem wyczerpana i psychiczne zmęczenie odczuwam również, ale nie zamienię tego na nic innego, chociażby dlatego, że zmierzając w stronę dworca PKSu po zajęciach mam uśmiech na twarzy. Serio.

Cieszę się jesienią. Jest coraz zimniej, jednak tak samo pięknie. Mam orgazm oczu, gdy wychodzę z domu i widzę świat wokół mnie. Uspokaja mnie i relaksuje. A przebywanie w lesie staje się przez to jeszcze bardziej przyjemne. Jesień jest najlepsza!











Minusem mojego obecnego trybu życia jest to, że nie mam prawie w ogóle czasu na książki, a dostałam trzy na urodziny; dodać należy jeszcze to, że w wakacje nie zdążyłam przeczytać HP, Władcę Pierścieni, no i oczywiście pozycje, których przeczytanie odkładam już kilka lat. Ech, mam nadzieję, że nadrobię chociaż część w przerwie świątecznej, o ile nie będę zbyt zaabsorbowana pisaniem esejów na zaliczenie. Chyba będę pisać między innymi o Celtach. ;)

Od dwóch tygodni w ogóle nie mam ochoty na przesiadywanie soboty w barach; najlepiej jest mi w domu, z filmami i serialami. A jeśli już o serialach mowa - na razie jestem zachwycona nowym sezonem American Horror Story! Klimatem przypomina jeszcze bardziej strasznego Burtona, jest przerażający klaun (boję się klaunów!), a w obsadzie aktorzy, bez których nie wyobrażam sobie tego serialu. Wywaliłabym jedynie Emmę Roberts! Czekam z niecierpliwością na wyjaśnienie kilku wątków. Ach, no i Jessica śpiewa; uwielbiam jej wykonanie Life on Mars.


PMS zawsze traktowałam z przymrużeniem oka, uważałam, że jest to wymówka, dzięki której kobiety mogą bez żadnych wyrzutów mogą nieznośnie się zachowywać i pochłaniać nieskończone ilości jedzenia. Zmieniłam zdanie po tym, jak niedawno zjadłam kanapki z nutellą i ogórkiem kiszonym. Było pyszne! Nie wspominając o tym, że mój żołądek nie ma ostatnio dna i wsadzam w usta wszystko, co wpadnie mi w ręce. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie nie będę musiała stawać na wadze; podejrzewam, że to byłoby straszne. :)

Tak sobie ostatnio myślałam, że chociaż od ponad roku jestem zakochana (ech, zdałam sobie w końcu z tego sprawę) w tym samym Bucu, który przyprawia mnie o białą gorączkę samym swoim istnieniem, to totalną głupotą byłoby skupiać się jedynie na tym aspekcie życia, bo jest ich po prostu zbyt wiele. Moi najbliżsi, studia, samorozwój, zainteresowania... Jest tak wiele dziedzin życia, na których można się skoncentrować i które pozwalają nam osiągnąć satysfakcję i szczęście, że rozterki miłosne wydają się przy tym po prostu absurdalne, zwłaszcza, gdy można liczyć na przyjaciół, którzy wiedzą, jak wyciągnąć Cię z dołka. I dodatkowo mają podobne poczucie humoru. Co ma być, to będzie, po co niepotrzebnie przejmować się czymś, na co tak naprawdę nie mamy wpływu? Ot i cała filozofia. Rzecz jasna mam momenty załamania, ale są na szczęście krótkie i nie tak częste jak kiedyś. Ta sytuacja aż prosi się o podsumowanie jej chińskim przysłowiem:

Sheng huo you ai xing fu, wei ai sheng huo yu chun, co oznacza:
Życie z miłością jest szczęściem, życie dla miłości - głupotą.

Poniżej klasyczny spam zdjęciami i muzyką. Życzę wszystkim miłego wieczoru. :)








odgrzebany staroć. miałyśmy tutaj niecałe 17 lat :)











Komentarze

  1. Też się ciesze Olu z Twojego szczęścia. Powodzenia Ci życzę.
    I nie rezygnuj z bliskości znajomych przy piFku...nigdy:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty