there's something about the summer that makes me moody

Tyle w moim życiu ostatnio się dzieje, że nie mam czasu tutaj napisać, z różnych względów, z braku czasu albo ze zmęczenia. Nie oznacza to jednak, że jest źle - wręcz przeciwnie, od jakiegoś tygodnia czuję się... szczęśliwa. Chyba po raz pierwszy w życiu mogę to napisać. Boję się jednak, że taki stan rzeczy długo się nie utrzyma i że wszystko spektakularnie jebnie na łeb, na szyję. Chwilowo nie mam zamiaru się tym martwić i cieszyć się chwilą.


Chyba wreszcie wiem, co chcę robić w życiu i realizuję to - od prawie tygodnia w ramach wolontariatu współpracuję z grupą z Holandii - więcej miejsca temu wydarzeniu poświęcę w następnym poście.

Najważniejsze - obroniłam wczoraj tytuł licencjata! Udało się, jeszcze nie mogę w to uwierzyć. :) Nie było lekko - gdy usłyszałam pytania od komisji, miałam ochotę się rozpłakać i wybiec z sali, na szczęście jednak wzięłam się w garść. Po usłyszeniu wyników jedna z pań zasiadających w komisji (z którą prawie co semestr miałam zajęcia i którą bardzo lubię) powiedziała mi, że próbowała zbić mnie z pantałyku, ale się nie dałam, mam gadane i będę dobrym animatorem. I że ma nadzieję, że będę kontynuować studia z animacji, bo inaczej beze mnie będzie smutno. Samopoczucie od razu podskoczyło w górę! Można usłyszeć coś lepszego po tak ważnym egzaminie?

Jedno z moich największych marzeń spełni się już wkrótce - w drugiej połowie lipca jadę do RUMUNII! Nie mogę się doczekać. Można powiedzieć, że jadę tam służbowo, na kilka dni, wkrótce poznam szczegóły. Jestem strasznie podekscytowana! Odkąd przeczytałam Draculę Stokera, Rumunia mnie fascynowała i obiecałam sobie, że kiedyś tam pojadę. Gdy zaproponowano mi ten wyjazd, prawie popłakałam się ze szczęścia, naprawdę!

A tymczasem idę się ogarnąć i jadę na piknik wieńczący naszą prawie tygodniową współpracę z Holendrami. Miłego dnia wszystkim życzę!


Komentarze

Popularne posty