somebody better show me how I feel cause I know I’m not at the wheel

W dzisiejszym wpisie sporo zdjęć, muzyki i trochę więcej pisania niż do tej pory, ostrzegam.

Chyba powinnam zacząć się pakować. W czwartek jedziemy do Rumunii - najpierw musimy dostać się do Berlina, a później czeka nas dwadzieścia godzin (!) jazdy autokarem do Bistrity. Nie zachwyca mnie ta perspektywa. Gdy lecieliśmy do Szwecji i jechaliśmy kilka godzin kilka godzin autobusem, myślałam, że zwariuję. Mam nadzieję, że będę mogła liczyć chociaż na toaletę w środku i jeśli dobrze pójdzie, wifi i dostęp do prądu (dwudziesty pierwszy wiek, proszę państwa). Ok, sprawdziłam. Prund i wifi są. Jestem uratowana. Myślę, że spakuję do plecaka dwie książki. I nie myślę od tej chwili o autokarze, bo odechciewa mi się jechać. DWADZIEŚCIA GODZIN!

A tutaj krótki film o miejscowości, do której jedziemy - piękne miasto, w TRANSYLWANII! Jaram się.


Bistrita - The Gate of Transylvania from Cristi Moldovan on Vimeo.


Mniej więcej wiemy już, jak zagospodarujemy przestrzeń w parku, która zostanie oddana w nasze ręce - koncepcje są fajne, ale zapewne na miejscu jeszcze się zmienią; mam nadzieję, że efekty będą jeszcze lepsze.

Chyba mam nawrót depresji, co rzecz jasna wcale mnie nie cieszy, ale jeszcze jakoś się trzymam, jeszcze się całkiem nie rozsypałam. Mam nadzieję, że wyjazd do Rumunii podładuje mnie pozytywną energią, siłą, żeby jakoś znieść te wszystkie złe rzeczy, z którymi muszę mieć do czynienia na co dzień. Trzeba ciągle kombinować, szukać wszystkich możliwości, żeby się nie poddać. Jest to raczej wyczerpujące - życie. ;)

Pomijając depresję, jest dobrze - czytam sobie, gram w Alice Madness Returns (mroczny klimat - uwielbiam), odwiedzam przyjaciółki, jeżdżę rowerem. Jeśli o rowerze mowa - w niedzielę wybrałam się na samotną wycieczkę rowerową, co oczywiście nie skończyło się tak, jak sobie zakładałam. W środku lasu złapałam gumę, zgubiłam się, trafiłam na cmentarz (W LESIE!) i byłam atakowana przez stada komarów i much końskich. Pomijając te niedogodności, było przyjemnie. Natura ma na mnie dobry wpływ, uspokaja mnie i cieszy oczy swoim widokiem.





Lubię też rozłożyć się ze śpiworem za domem i czytać, gdy towarzystwa dotrzymują mi moje kociska. Rozleniwia mnie to nieco bardziej niż zwykle i po zakończeniu uprawiania błogiego lenistwa czuję się nieco, hm, oderwana od rzeczywistości. Na zmianę czytam, leżę, gapiąc się w niebo i pozwalam na ataki małej Flądry, która po jakimś czasie zmęczona usypia przy moim boku, przed zapadnięciem w sen mrucząc jak stary traktor pod wpływem dotyku mojej dłoni. Dodam jeszcze, że Flądra jest jedynym kotem, którego akceptuje Gerda - razem się bawią, śpią, myją, a moja córka pozwala nawet małej ssać cyca. Byłam tym faktem zszokowana, jest dobrze!







Byłam dzisiaj odwiedzić przyjaciółkę, która prawie trzy miesiące temu urodziła dziecko. Moi znajomi wiedzą, że nie przepadam za dzieciakami, nie widzę nic uroczego w zdjęciach obślinionych smarkaczy i nie rozumiem zachwytów nad nimi. Nigdy nie uważałam, że widok małego dziecka jest czymś wspaniałym i prawdę mówiąc rzadko które uważam za ładne. Wolę koty i inne zwierzęta. Dzisiaj jednak miałam do czynienia z Antonim, który do reszty podbił moje serce; nie mogę nadziwić się jego małym kończynom (no bo serio - jak można mieć takie małe rączki?), gładkiej skórze i tego, że no, w ogóle jest taki mały. Cudowny dzieciak (JA TO PISZĘ). Polubiliśmy się; nie mogliśmy oderwać od siebie wzroku. Moment, w którym złapał mnie rączką za palca był dziwny, spowodował, że się rozczuliłam. Zaraz skasuję to, co napisałam. Nie obudził we mnie instynktu macierzyńskiego, uważam go jednak za fascynujący obiekt do obserwacji.


Później pojechałam do kolejnej przyjaciółki, która jest w ósmym miesiącu ciąży i wygląda, jakby połknęła arbuza. Dotykałam jej brzucha i czułam kopnięcia małego Nikodema. Czekam z niecierpliwością na jego przyjście na świat. Do ciąży bliskiej osoby podchodzi się z całkowicie inaczej niż do ciąży obcych, bo co nas ona tak naprawdę obchodzi? Poniżej my, przyjaciółki już od tylu lat (zwracam uwagę na to, że Paulucha będą w tak zaawansowanej ciąży jest najszczuplejsza z naszej trójki! Magia.). Wydaje się, jakby to było wczoraj, gdy mając naście lat z takim zapałem oddawałyśmy się spożywaniu alkoholu i robieniu głupot. Nie wydaje mi się jednak, żebyśmy spoważniały, może zmieniły się jedynie nieco priorytety życiowe i nie jesteśmy już tak naiwne. Z nostalgią wspominam dawne czasy. Piszę jak stara baba, a mam niecałe dwadzieścia cztery lata! Malcher, uspokój się.


W piątek spotkałam się z Pieczarką. Opróżniłyśmy butelkę wina, było wyborne, ciekawa jestem czy można takie dostać gdzieś w Polsce. Nadeszły wakacje, a z nimi odeszła moja ochota na imprezowanie; jeszcze kilka tygodni temu z niecierpliwością oczekiwałam nadejścia weekendu i wyjścia do baru, natomiast teraz wolę spędzić ten czas w domu, sama. Pewnie jest to też kwestia braku pieniędzy, ale nie ubolewam specjalnie nad tym faktem, jest mi dobrze. Moja skóra już dawno nie zaznała grubszej warstwy makijażu i tego się trzymam.


Skończyłam niedawno oglądać drugi sezon Wikingów, jest to jedno z moich lepszych odkryć serialowych w tym roku, serdecznie polecam! Klimat, główny bohater, to samo dotyczy postaci pobocznych, z silnymi kobiecymi bohaterkami - fantastyczne! No i piosenka otwierająca serial, jedna z moich ulubionych! Wciągnęłam ten serial prawie za jednym zamachem i zarwałam kilka nocy, ale było warto. Teraz czekam na trzeci sezon! W książkach, filmach czy serialach lubię zderzenie się kultury pogańskiej z chrześcijańską i tego, jak to zderzenie ukazuje ciemnogrodzie i hipokryzję chrześcijan. Tutaj możemy tego doświadczyć.
Ach, dzięki Wikingom poznałam zespół Wardruna, wspaniale pogański!






Na koniec wrzucam kilka linków z muzyką - utwory, których słucham ostatnio najchętniej.











Komentarze

  1. aaaa Rumunia! teee klimaty! licze na mnostwo foteczek Gwiazdo moja,baw sie dobrze:*
    ja zawsze bylam antydzieciakowa- dopoki nie urodzil sie moj chrzesniak i troche nawrocilam sie;) choc nie az tak, ze chcialabym miec swoje! oj, co to to nie!
    haaaaa,a nie nowilam, ze 'Wikingowie' Cie wciagna,a nie mowilam! moja w tym zasluga hahaha;)
    ojjjjj, depreche przepedzamy, a kysz a kysz!
    SinsOfBlack

    OdpowiedzUsuń
  2. Tyle wątków naraz,że nie wiem od czego zacząć.
    1. Niestety obudził Ci się instynkt :-) ale bobasek sliczny :D
    2. Zazdorszczę Rumunii!!!
    3. Podziwiam Cię ,że jezdzisz sama po lesie, ja już bym miala pelne gacie :-)
    a kociakami i książką uwielbiam siedzieć ja jeszcze pije jakies ziółka k tore zajebiscie relakusją :-)

    Cudownych wakacji wiedzmo!!!
    A wikingów niestety nie dzwignęłam :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. nie martw się 20toma godzinami w autokarze,ja miałam więcej jadąc i wracając z Chorwacji.Dałam radę,tez dasz.Zaopatrz się w książki,czasopisma,masz wi fi to jesteś ustawiona :))
    tez się cieszyłam ,że jest toaleta...ale pilot zapowiedział nam,że tylko w nagłych wypadkach,a tak to wszyscy mieli sikac na przystankach :) a do tego siedziałam blisko toalety i 3 razy było tak,że chodziłam prosić o dezynfekcję,bo śmierdziało normalnie !
    miłej wycieczki !!!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty