you could just stop breathing now, you didn’t want it enough, and you tap, and you cut; and you start with the heavy breathing; you’re parallel to the dark

Postanowiłam wziąć się w garść. Koniec z chandrami, płaczem, zniechęceniem i poddawaniem się niskiej samoocenie. Zamiast skupiać się na tym, co powoduje u mnie złość albo smutek, mam zamiar skoncentrować się na tym, co sprawia mi przyjemność i satysfakcję. Cieszyć się z drobnych rzeczy (zaraza, przecież to jest naprawdę łatwe i takie oczywiste), takich jak leżenie w łóżku z książką, wąchanie książki, jej czytanie i wąchanie miejsca za uchem Szatanicy i pozwalanie jej na dzikie biegi i skoki, jazda rowerem, bieganie, wpatrywanie się w zieleń dookoła (która chyba wystrzeliła w ułamku sekundy), bez skupienia się na konkretnym punkcie i myśli, wsadzenie słuchawek w uszy, włączenie muzyki i całkowite odizolowanie się od świata, odkrywanie kolejnych artystów, mizianie kotów, słuchanie ich mruczenia i wąchanie nagrzanego słońcem futerka (jak widać, zmysł węchu odgrywa ważną rolę w moim codziennym życiu, haha), spotkania z przyjaciółmi i prowadzenie rozmów ważnych albo na totalnie absurdalne tematy... Mogłabym wymieniać w nieskończoność, bo jak się okazuje, tych drobnostek, które nas cieszą, jest nieskończenie wiele, ale żyjąc w biegu i martwiąc się zbliżającymi się terminami albo problemami, nie zwracamy na nie uwagi, przydałoby się to zmienić, prawda?


Postanowiłam też zmobilizować się i osiągnąć założone sobie cele - na dniach chcę wziąć się wreszcie za pisanie pracy licencjackiej, zmienić tryb życia na zdrowszy, regularnie uprawiać sport i znaleźć pracę. Jutro, właściwie dzisiaj jedziemy z Bułą do biblioteki, żeby wreszcie znaleźć literaturę do pracy, a w piątek zrobi mi zdjęcie do CV. Mam nadzieję, że ostatecznie nie stanie się tak, że się zniechęcę i znowu pogrążę się w marazmie. Motywacja level infinity! Ach, no i nie przejmować się tak ludźmi i nie zabiegać o ich uwagę; satysfakcjonujące, zdrowe relacje powinny działać w ten sposób, że dbają o nie obie zainteresowane strony.

Myślę, że za zmianą mojego nastawienia jest odpowiedzialna, w pewien przewrotny i absurdalny sposób śmierć mojej prababci. Wiem, że to brzmi okrutnie, ale już rozwijam tę myśl.
W sobotę otrzymaliśmy telefon, że babcia zmarła. Oczywiście byłam zszokowana i załamana, bo wiecie, prababcia Eugenia była osobą, której po prostu nie dało się nie kochać i która była dla mnie jak święta. Była chyba jedynym człowiekiem na ziemi, do którego czułam tak bezgraniczny szacunek, czułość i miłość; nigdy, ale to przenigdy nie pomyślałam ani nie powiedziałam na jej temat złego słowa, a osoby, które znają mnie dość dobrze, wiedzą przecież, jaki mam charakter i brak poszanowania dla pewnych reguł nie jest mi obcy. Jeśli o człowieku można powiedzieć, że jest dobry, to dobrym człowiekiem z pewnością była babcia Eugenia. Wiecie, to była taka typowa babcia - z chustką na głowie, siwymi włosami związanymi w kok albo spiętymi wsuwkami i poruszającą się o lasce.
Przeżyła drugą wojnę światową, uciekła z obozu pracy w Niemczech, w którym wyszła za mojego pradziadka, zmienili nazwisko i uciekli z tego miejsca. Urodziła się na obecnej Białorusi, dzięki czemu mówiła z akcentem, który tak bardzo uwielbiałam. W zeszłym roku babcia poważnie zaczęła podupadać na zdrowiu, po odbyciu jednej wizyty w szpitalu szybko wylądowała tam ponownie. Konsekwencją złamania biodra i częstych rehabilitacji było zapalenie płuc, które niekompetentna lekarka z rodzinnej przychodni zbagatelizowała. Babcia już z tego nie wyszła.
Nigdy nie wybaczę sobie tego, że dwa tygodnie przed jej śmiercią nie pojechałam do niej z rodzicami, zrezygnowałam z powodu jakiejś błahostki. Może ostatnia wizyta w szpitalu była dla mnie zbyt traumatyczna, wszechobecny odór śmierci i starszych ludzi, którym pielęgniarki nie poświęcały odpowiednio dużo uwagi wpłynął na ten stan rzeczy. Nie, nie będę szukać usprawiedliwienia - dałam dupy po całości. Przecież zdawałam sobie sprawę, że każda moja wizyta u babci może być tą ostatnią.
Mimo tego, że pod koniec życia babcia miała problemy z nawiązaniem kontaktu z ludźmi - kiepski słuch i wzrok sporo utrudniał, wiem, że się o mnie martwiła. Gdy byłam w P. (tam, gdzie mieszkała moja babcia, urocza wieś) ostatni raz, powiedziała mi (a odzywała się wtedy już rzadko i tylko nas obserwowała), że cieszy się i że jest ze mnie dumna, że udało mi się zdać maturę i że poszłam na studia. Byłam w szoku ze wzruszenia, bo wydawało mi się, że jej uwagi nie zajmują już takie rzeczy. I jej słowa naprawdę miały dla mnie wielkie znaczenie. To samo zresztą dotyczy wizyt w szpitalu, gdy ze łzami w oczach stałam w dalszej odległości od łóżka, widząc stan w jakim babcia się znajduje, a ona, nie widząc mnie i ignorując resztę rodziny zgromadzonej w pokoju, rozglądała się i pytała: "A gdzie jest Ola?". Powiedzcie sami, kim by to nie wstrząsnęło? Mimo tak ogromnej różnicy wieku czułam do babci ogromne przywiązanie i sentyment, nigdy nie zapomnę dzieciństwa, gdy przyjeżdżaliśmy do P., a ja jak sroka zjadałam czereśnie prosto z drzewa, zajadałam się drożdżowym ciastem, które upiekła i pochłaniałam w skandalicznych ilościach ogórki kiszone, które zawsze stawiała na stole, bo wiedziała jak ja, mój tata i młodszy brat je uwielbiamy; chodziłam na ogród i bawiłam się z kuzynostwem, biegając między nogami babci drepczącej o lasce.
Nie dotarło do mnie jeszcze, że jej już tutaj nie ma, nie dotarło nawet mimo tego, że widziałam jej martwe ciało w trumnie. Kiedy się z tym pogodzę? Czy będę potrafiła jeszcze pojechać do P. bez bólu? Pewien rozdział mojego życia zakończył się, a ja w dalszym ciągu nie mogę się z tym pogodzić. Chyba każdemu z nas wydaje się, że tacy ludzie nigdy nie umrą i że zawsze będą gdzieś obok, a gdy dochodzi do ich śmierci, odczuwamy to tak, jakby świat się zawalił i chyba nic nie jest w stanie ukoić tego bólu. Chciałabym dawać jej więcej powodów do dumy.
Żałuję też, że już w dorosłym życiu chyba nigdy nie powiedziałam jej, że ją kocham. Pewnie zdawała sobie z tego sprawę, ale nie mogę przeboleć tego, że nie odważyłam się tego jej powiedzieć, szczerość i bezpośredniość małego dziecka już dawno się ulotniła, a pozostał jedynie dystans i lęk przed okazywaniem uczuć.
 To jest ważne, żeby mówić bliskim nam osobom, że je kochamy, lubimy albo nie wyobrażamy sobie bez nich życia, bo kto wie czy przy kolejnym spotkaniu będziemy mieć okazję? I czy nie będziemy siebie obwiniać, bo nie zdążyliśmy tego zrobić? Co dzieje się z tym światem, że tak bardzo boimy się mówić o uczuciach, co przecież powinno przychodzić nam naturalnie, a zamiast tego budujemy mur i przywdziewamy zbroję sarkazmu i cynizmu? Jak, żyjąc w ten sposób, możemy nawiązywać bliższe relacje? Czy lęk przed odrzuceniem i wstydem jest silniejszy od tego, co dzieje się w naszych sercach? Czy zawsze obnażenie się z naszych uczuć będzie równoznaczne z całkowitą bezbronnością?
Utwór poniżej, chociaż już nieco oklepany, jest idealnym podsumowaniem tego, jacy jesteśmy w dzisiejszych czasach i to jest straszne:


My z drugiej połowy XX wieku 

rozbijający atomy 
zdobywcy księżyca 
wstydzimy się 
miękkich gestów 
czułych spojrzeń 
ciepłych uśmiechów 

Kiedy cierpimy 
wykrzywiamy lekceważąco wargi 

Kiedy przychodzi miłość 
wzruszamy pogardliwie ramionami 

Silni cyniczni 
z ironicznie zmrużonymi oczami 

Dopiero późną nocą 
przy szczelnie zasłoniętych oknach 
gryziemy z bólu ręce
umieramy z miłości

A ten kawałek pasuje jak ulał, bo koniec końców jest pożegnaniem ze zmarłą, bliską osobą.


Komentarze

  1. Śmierć ukochanej osoby to naprawdę najgorsza rzecz na świecie - trzymaj się Pięknooka, jestem z Tobą:* szczerze mówiąc nawet małe gesty są dla drugiej osoby oznaką tego,że kochamy - mówią czasem więcej niż słowa...
    ja bardzo często mówię moim bliskim ,że ich kocham. myślę,że wpłynęły na to trzy rzeczy: pierwsza to to, że od 7 roku życia mama mnie sama wychowywała i okazywała mi zawsze swoją miłość za dwojga, druga - większość czasu spędzałam z babcią, która zawsze wpajała mi dużo ciepła, a trzecia to to, że w moim życiu pojawiło się kilka sytuacji,że mogłam kogoś z nich stracić i zaczęłam po prostu doceniać ich obecność. tak samo staram się zawsze rozstawać z wszystkimi w zgodzie, bo boję się,ze kiedyś nie zdążę kogoś przeprosić...
    Za pracę licencjacką trzymam kciuki - wiem jak trudno jest zabrać się za to;)
    :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli wierzysz w wielokrotność życia, to Twoja babcia z pewnością odrodzi się w inteligentnej rodzinie z powodu dobrej karmy. Uważaj na małe dziewczynki, które Cię polubią.

    Fakt, dałaś ciała:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty