if one heart can mend another only then can we begin?

Ostatnio miewam problemy z rozpoczęciem pisania tutaj czegokolwiek. Napisać by się coś chciało, ale ciężko się zabrać. Może zacznę od tego, że przez ostatni tydzień nadrobiłam zaległości w lekturze i aktualnie jestem w trakcie czytania ostatniego, piątego tomu serii Wiedźma Olgi Gromyko. Przygodę z twórczością tej pisarki zaczęłam w 2008 roku, gdy szukałam w księgarni książki dla siebie i w ręce wpadł mi pierwszy tom. Okładka cokolwiek kiczowata (okładki książek fantasy mają to do siebie), jednakże przemówił do mnie wizerunek tytułowej bohaterki, jak i tekst z tyłu książki. Zaufałam przeczuciu, nie zawiodłam się i przepadłam po uszy. Świadczy o tym chociażby fakt, że fanką serii jestem po dziś dzień i z chęcią do niej wracam.



Kilka słów o serii - główną bohaterką jest adeptka Magii Praktycznej w Starmińskiej Wyższej Szkole Magii, Wróżbiarstwa i Zielarstwa, Wolha Redna, albo W. Redna, co idealnie odzwierciedla jej charakter. Jak przystało na wiedźmę, jest złośliwą, inteligentną francą i rzecz jasna w tym tkwi jej urok. ;) Pojawiają się też wampiry, jednak ich wizerunek zasadniczo różni się od tego zazwyczaj przedstawianego nam w mediach, ale nie ma też nic wspólnego ze świecącymi się brokatem, profanacjami wampirów ze Zmierzchu. 
Nie będę spoilerować, napiszę jeszcze, że książki napisane są lekkim, ale nie prostackim językiem, z odpowiednią dawką ironii i groteski (czytając co chwilę rechoczę). Mamy do czynienia z najlepszym, czyli słowiańskim klimatem fantasy, dość bliskim twórczości Sapkowskiego. Ubolewam nad faktem, że Gromyko zamknęła historię Wolhy w pięciu tomach, z chęcią przeczytałabym jeszcze.



Tak sobie myślę - może w przyszłym roku wybiorę się na Pyrkon? ;) W tym roku ma pojawić się tam między innymi Olga Gromyko. Jeśli za rok będzie Sapkowski - pojadę na sto procent, podejrzewam jednak, że będę musiała do Poznania wybrać się sama, bo powątpiewam w to, że ktokolwiek z moich znajomych byłby chętny na taką imprezę. Pożyjemy, zobaczymy.

Czas rwie do przodu - powoli myślę o rozejrzeniu się za pracą, bo obecny rok będzie obfitował w spore wydatki, jednak gdy przypomnę sobie, z jakim powodzeniem wyszło mi to w zeszłym roku, to tracę zapał... Trzeba wziąć się w garść.

Ciekawa jestem czy kiedykolwiek w moim życiu nastanie taki czas, gdy będę sobie funkcjonować z niezmąconym spokojem ducha, bo jak do tej pory ciągle coś wyprowadza mnie z równowagi, można oszaleć! A jeszcze teraz mamy pełnię, w związku z czym spokojny sen jest marzeniem.











W maju w końcu ukaże się nowy album Lykke Li (jest jedną z moich ulubionych artystek, od ładnych kilku lat jestem jej fanką), w związku z czym co jakiś czas wychodzą jej nowe kawałki, w pierwszym jestem zakochana na amen:




Komentarze

  1. cieszę się,że za rok studia będą już przeszłością (choć tak naprawdę lubię mój kierunek), ale mam świadomość,że za rok muszę już szukać pracy i wkroczyć w dorosłość i to ostatni rok będę czerpać kasę ze stypendium;)
    Lykke Li uwielbiam - jestem zakochana w piosence I'm Waiting Here. Dla mnie magia!:)
    Ja mam problem żeby zacząć cokolwiek napisać np. pracę magisterska czy prace zaliczeniowe hahahahah :*!

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknym zwieńczeniem mojego wczorajszego spotkania z promotorem byłby jego cytat: " Mnie to kitu wciskać nie musicie,że się weźmiecie do roboty w tym semestrze. Zbyt długo jestem promotorem żeby mnie w konia zrobić. Proszę pamiętać tylko o jednym p.Anno - u mnie prace maja być na pięć". Ahhh, ta wiara w studenta:P zapewne ma rację ,że w tym semestrze nic nie napiszę, ale chociaż mógłby udawać pozorną nadzieję hahahaha;)
    O mamoooo , dziś jest taka pogoda u mnie,że idę biegać! Będę mknąć przez las niczym sarna ( no może z moim wdziękiem to jak dzik;D)!
    :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Pieprzone pieniądze... bez nich ani rusz. I zazdroszczę tym, którzy mają stypendium..
    Na szczęście, ja robotę mam już nagraną i niedługo zaczynam. Praca co prawda w polu więc wykończy mnie to nieziemsko, już nie mówiąc o tym, że skończy się chlanie i ciągle będę latać między ZG a moją wioską, no ale... przynajmniej niezła stawka chociaż :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. och, przyznaj po prostu, że w końcu idziesz na odwyk, na który Cię namawiano :D
      praca sezonowa? :D

      no owszem, tak naprawdę nie mając pieniędzy prawie na nic nie można sobie pozwolić, bo są istotne w prawie każdym aspekcie życia, no ale co poradzić, trzeba sobie jakoś radzić D:

      Usuń
  4. a weź kochana, ja to mam z dzikami śmieszne wspomnienia. Jakieś 2 lata temu jak mieszkałami na innym osiedlu, wychodzę na przystanek, a widzę jak obok toytoya stojącego przy przystanku dzik sika hahahaha:D śmiałam się , że chyba toytoy był zajęty i dzik nie wytrzymał presji:P zresztą na tamtym osiedlu to był chyba standard - jak nie dziki panoszące się po osiedlu, to jakieś dzikie kaczki, jeże, wiewiórki... całe zoo;D no mam nadzieję, że jeszcze jakieś resztki wdzięku we mnie drzemią;):**

    OdpowiedzUsuń
  5. oooo mamooo! czyli można powiedzieć,że miałaś swoje własne bobry!;D ja to jeszcze bobra w realu nie widziałam serio serio!;) kiedyś panikowałam na widok dzika, a teraz wychodzę z założenia ,ze złego licho nie weźmie hahahaha:D
    w ogóle dziś miałam biegać, ale lipa, bo lało jak z cebra! I z nudów POUCZYŁAM SIĘ na kolokwium (tylko dlatego, że wszystkie seriale 'wyoglądałam hyhy):D

    OdpowiedzUsuń
  6. ja to chyba zawału dostałabym, gdybym słyszała takie dźwięki. I to jeszcze w nocy!:D taka ze mnie chodząca odwaga, że hoho;)
    ja mieszkam w Olsztynie na stancji, ale jestem z małego miasteczka oddalonego od Olsztyna o jakieś 46 km. I powiem Ci,że zawsze o 100% lepiej czuję się w Morągu (chociaż Olsztyn też jakiś wielki nie jest). Zawsze odczuwam taki inny klimat :) chociaż i tak w województwie warmińsko- mazurskim lasów, jezior,łąk i pól nie brakuje! Ale zawsze marzyłam żeby mieszkać na wsi:)
    taaa, nauczyłam - zasnęłam z wrażenia! Nauka działa na mnie przygnębiająco hahaha:P
    :*

    OdpowiedzUsuń
  7. a co do zmarszczek- miałam ten problem- zaczęłam stosować żel pod oczy z Flosleku na dzień (groszowa sprawa), a na wieczór jakiś treściwszy i zginęły! Pewnie przesuszyłaś tam skórę tak jak ja!:*
    eee tam - nawet pomarszczone, będziemy piękne hahaha:P

    OdpowiedzUsuń
  8. powiem Ci, że ja miałam jakąś próbkę kremu pod oczy - chyba coś z Vichy, ale sprawdziłam cenę i za TAKĄ cenę nie polecam!:) sprawdziłam też jeszcze 2 sposoby - one się sprawdziły stuprocentowo , nakładałam naprawdę odrobinę a) olejku (obojętnie jakiego) lub b) kupiłam za grosze kapsułki witaminy a+e w aptece i z nich wyciskałam odrobinę i kładłam pod oczy. Powinno zadziałać!
    Ja wpadłam na samym początku na genialny pomysł i nałożyłam pod oczy krem nivea- obudziłam się ze spuchniętymi powiekami i czerwonymi gałami hahah:)
    Ja za to mam nową misję : próbuję zneutralizować skutki mojego fatalnego farbowania hahaha;) mam to szczęście,że pan w sklepie fryzjerskim naprawdę się zna, a mój chłopak naprawdę ma cierpliwość mi te kremy koloryzujące aplikować hahah;)
    Ja jestem stałą bywalczynią Łodzi - to miasto dla mnie ma swój urok, ale ja to lubię wszystko co brzydkie ostatnio;p a uwielbiam Wrocław i w nim mogłabym zamieszkać o:P
    Ty mi jezior, a ja Tobie tych ukrytych miejscówek!:) zresztą jestem na tyle aspołeczna, że jak gdzieś się wybieramy nad jezioro to wybieram miejsca gdzie nie ma ani jednego człowieczka, zamiast się lansować na kurorcikach hahaha;D

    OdpowiedzUsuń
  9. u mnie też lecą w kulki - jak zwykle zwlekają do ostatniej minuty, chyba żal im rozstać się z pieniędzmi hahaha:) zresztą nie dziwie im się - mi też zawsze żal... ale co ja poradzę,że pieniądze się mnie nie trzymają:P a już wypatrzyłam sobie kieckę i buty i okulary przeciwsłoneczne...ale przed nadmiernym wydawaniem powstrzymuje mnie fakt,że 30 czerwca wypieprzam do Madrytu , a 'jakoś trzeba żyć' hahaha:D tym bardziej ,że nie jadę tam na tydzień tylko półtora miecha;)
    nivea działa okropnie, ale to dlatego ,że jest taki tłusty i ciężki i skóra nie oddycha, a ' w okolicach oczu jest cieńsza i LŁATWIEJ O JEJ PRZESUSZENIE' ale to już obie wiemy:P
    no Wroclove <3
    wiesz co kupię sobie ten krem koloryzujący w weekend - mam to szczęście,że: 1. użyłam profesjonalnego produktu, więc włosy niemalże tego nie odczuły, ładnie błyszczą, nie wypadają 2. mam swój sprawdzony sklep fryzjerski, w którym ludzie na szczęście znają się i na koloryzacji i zawsze mi coś mądrego doradzą i zawsze coś do pielęgnacji NAPRAWDĘ porządnego polecą. Zresztą ostatnio zmieniłam pielęgnację włosów i jak na razie wszystko na plus;) mam świadomość,że koloryzację spieprzyłam i wiem czym, więc połowa sukcesu:P
    a jak tam ćwiczenie i bieganie? bo u mnie bieganie jeszcze na tak, ale ćwiczyć przestałam całkowicie, a mam świadomość, ze zbliża się lato, a mój strój kąpielowy ma niewielką rozciągliwość hahaha;)
    :*
    :*

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty