wpadnij kiedyś poniszczyć się z nami

Należę do grona osób, które nawet idąc po idealnie równej powierzchni, są w stanie potknąć się o własne nogi. Wczoraj też tak było, co skończyło się skręceniem kostki. Chyba jeszcze w życiu nie poczułam takiego bólu, bo mimo wypicia kilku piw, zrobiło mi się aż słabo i na chwilę wytrzeźwiałam. Rzecz jasna po jakimś czasie alkohol zrobił swoje i nie odczuwałam wielkiego cierpienia, natomiast dzisiejszy poranek był okropny nie tylko ze względu na kaca, ale też na okrutny ból kostki. Chcąc nie chcąc, udaliśmy się do Nowej Soli w poszukiwaniu czynnej apteki i krążyliśmy po mieście przez pół godziny. Pożałowania godny jest fakt, że na tym zadupiu tak ciężko jest o aptekę, która otwarta jest również w niedzielę. W ostateczności jednak kupiłam to co trzeba i mam nadzieję, że szybko pozbędę się opuchlizny i bólu. Najbardziej frustruje mnie fakt, że przez tę kontuzję muszę prawie całkowicie ograniczyć moją aktywność fizyczną, a najbardziej ubolewam nad tym, że mogę zapomnieć o bieganiu i niektórych ćwiczeniach, które dopiero co odkryłam, a które już zdążyły mnie wciągnąć! Mogę na jakiś czas zapomnieć o zakwasach, nad czym ubolewam, bo jak mam w inny sposób zaspokajać mój masochizm?
A jeśli już przy masochizmie jesteśmy - powoli dążę do autodestrukcji. Żeby poczuć że żyję, muszę odczuwać ból. Psychiczny, fizyczny. To nie ma znaczenia, jaki. I chociaż fizyczny jest znośny - ten psychiczny doprowadza mnie do skraju załamania, a najgorsze jest to, że nie jestem w stanie go zwalczyć. Funkcjonuję normalnie - jem, śpię, robię rzeczy, które lubię, spotykam się z przyjaciółmi i spędzam z nimi czas wręcz doskonale, jednak zawsze gdzieś tam z boku czai się mój wierny towarzysz i nie daje mi spokoju. Następują momenty, gdy czuję się dobrze, żeby po chwili wszystko to, co mnie dręczy, zwaliło mi się na łeb, na szyję. Z niektórymi sytuacjami człowiek po prostu nie jest w stanie się pogodzić i przejść z nimi do porządku dziennego. Ale cóż innego możemy zrobić?
Cieszę się, że mam wokół siebie tylu wspaniałych przyjaciół i że mogę na nich liczyć nawet w najgorszych sytuacjach, czego niestety nie mogę powiedzieć o niektórych ludziach, na których mi zależy. Najbardziej boli brak jakiegokolwiek zainteresowania i czasu. I naprawdę nie ma znaczenia, że dana osoba robi to specjalnie, bo ostatecznie efekt jest tak samo bolesny, prawda?












Naprawdę gorąco polecam kawałek poniżej; to jeden z tych, w trakcie których słuchania przechodzą dreszcze po plecach 





Komentarze

  1. biedna moja! zdrowiej mi szybciutko!:*
    ja ostatnio jestem aspołeczna i ludzie mnie wszystkim wkurzają o!

    OdpowiedzUsuń
  2. Weż mnie do swojego świata heh :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Przybij 5tkę, mamy podobne klimaty, tyle, że ja muszę swoje odleżeć w łóżku. Dostałam 3 tygodnie zwolnienia:)Niemniej jednak współczuję Ci bardzo a najbardziej tego, że chwilowo nie możesz biegać. Proponuję Ci, abyś spróbowała z ciężarkami na wzmocnienie mięśni rąk, też przynosi ulgę.
    Olać znieczulonych i zniszczyć w sobie oczekiwania wobec innych, to tylko przynosi niezadowolenie i ból.
    Miałam kiedyś, b.dawno temu, ogromną zajawkę na sznurowadła, coś się zadziało a Ty mi to przypomniałaś.
    Kto jest autorem wiersza o frustracji? genialny jest....:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zacznij Olka pisać książkę pliz :-*

    OdpowiedzUsuń
  5. Oho, współczuje kostki. Miałam podobną sytuację :D W maju byłam na koncercie i tak skakałam, tańczyłam i w ogóle, nagle się potknęłam (na błoto w białej bluzie-więc wyglądało to pięknie) wylądowałam na tyłku i plecach z dziwnie zgiętą nogą, jakiś obcy koleś chciał pomóc mi wstac.... oczywiście wstając czułam, że coś nie tak jest z moją stopą więc stwierdziłam, że jeszcze trochę posiedzę :D Wstyd mi było STRASZNIE! Jak już sie ogarnęłam nie chciałam zmarnować koncertu i bawiłam się dalej (oczywiście tak jak w twoim przypadku nie czułam bólu z wiadomych powodów) Wszystko było pięknie aż do momentu obudzenia się, moja kostka wyglądała jakby ktoś w nią kopał pół nocy i bolała okrutnie. Nie dość, że stopa wyglądała jak wyglądała i bolała...to w pokoju miałam totalny burdel po nocnej imprezie, byłam sama w pokoju i to ja musiałam to posprzątać. hmm... robiłam to skacząc na jednej nodze hahha:D:D Aleee się rozpisałam:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahah, w ogóle genialnym pomysłem jest włożenie na siebie białej bluzy na koncert, pogratulować! :D

      no właśnie, najgorszy jest ten wstyd! ja po swoim upadku usłyszałam tylko zbiorowe "uuuu", ktoś chciał mi pomóc wstać, ale dałam sobie radę sama na szczęście, natomiast sama wizja takiego wypadku na koncercie, w tłumie ludzi, budzi we mnie panikę, chyba nie potrafiłabym się odnaleźć w takiej sytuacji.

      borze liściasty, sprzątanie po imprezie, na kacu i z kostką to coś okropnego, współczuję :D

      Usuń
  6. Haha, zwalam mój upadek na lekki deszcz, który padał :D A bluza to faktycznie był słaby pomysł, jestem osobom, która nie zastanawia się co obrać i co będzie najbardziej odpowiednie. Potem są efekty, chyba czas zacząć "kompletować" strój wcześniej :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja miałam to samo, gdy na jeden koncert poszłam w różowych vansach, byłam pod sceną, a pod sceną było pogo, myślałam, że nigdy ich nie doczyszczę :D też mam często problem ze strojem, nagle okazuje się, że coś nie jest dostatecznie komfortowe, zwłaszcza podczas podróży pociągiem na przykład :D

      Usuń
  7. ciekawe życie, codziennie miliony przygód - zawsze tak mam, jednak wolałbym więcej tych pozytywnych, pozdrawiam; )

    OdpowiedzUsuń
  8. i jak tam nóżka, kochana ma?:*
    p.s: dobrze,że Cię posłuchałam i w końcu poszłam do lekarza i wyniki porobiłam!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty