no one's waiting for you anyway so don't be stressed now

Z chwilą, gdy muszę się spakować na jakiś wyjazd, dostaję tak zwanego pierdolca i latam jak wściekła, szukając odpowiednich ubrań, myśląc, co ubiorę w dany dzień i starając się o niczym nie zapomnieć. Robię też sobie krótkie przerwy, żeby zajrzeć do internetów (bez tego przecież się nie obejdzie, prawda?). W związku z moim wyjazdem uprzejmie informuję, że lecimy jutro do Szwecji i zaczynam popadać w paranoję, bo nie wiem co z sobą wziąć i mam dziwne przeczucie, że zabraknie mi miejsca w plecaku.



Tak sobie myślę, że chyba muszę uspokoić się towarzysko, bo chyba nie do końca przywykłam do spotykania się co weekend na piwo. Nie, żeby mi to przeszkadzało, wręcz przeciwnie, bo zawsze dzieje się coś, z czego później śmiejemy się miesiącami, ale chyba potrzebuję pod koniec tygodnia trochę czasu tylko dla siebie, żeby wyciszyć się trochę. Za trzy tygodnie szykuje się grubsza impreza i muszę nabrać sił. Zaczęłam wychodzić i poznaję ciągle kogoś nowego, a niektóre z tych znajomości mogą przerodzić się w przyjaźnie, w moich zmaltretowanych kościach to czuję. Rzecz jasna medal ma dwie strony i czasami mam nieprzyjemność z ludźmi bezgranicznie, najzwyczajniej w świecie... głupimi, tak jak to miało miejsce ostatnio. Nie da się tego uniknąć, niestety. Rzecz jasna nie uważam siebie za alfę i omegę, wydaje mi się jednak, że inteligencji mi nie brakuje. Chociaż w sumie czasami w to wątpię.
Natykam się na różnych ludzi, w tym tych, z którymi kiedyś łączyły mnie bliższe relacje (w małej mieścinie nie da się tego uniknąć) i tak sobie myślę, że dobrze się stało, że te relacje zostały zerwane. Aż wierzyć się nie chce, że niektórych z tych ewenementów uważałam kiedyś za swoich przyjaciół. Czas pokazał, które znajomości są warte zachodu. ;)

Na brodę Merlina, niech ktoś się za mnie spakuje. Nienawidzę tego, po prostu nienawidzę.















Komentarze

  1. No proszę, a ja wczoraj wróciłam z paryża. Weź grube rzeczy, bo ja się wyletniłam a tam strasznie pizgało i przemarzłam w pytę. Nic tam.. cza się spakować, też nie przepadam za tą czynnością, what to do?
    Baw się dobrze i bonne voyage:)

    OdpowiedzUsuń
  2. A weź przestań kochana... Po prostu brak mi słów na ludzi. Na ich zawiść, na ich wścibstwo . Ja nigdy nie wnikam kto skąd ma kasę, dlaczego to, dlaczego tamto, dlaczego siamto. I od kilku lat wydawało mi się ,że nie jestem jednak ciekawym obiektem obserwacji, bo moje życie nudne nie jest, ale jest dość poukładane.
    Łaaaaa, moja światowa<3!
    ja zawsze listę tego co biorę robię, a później ta lista ginie w stosie innych kartek haha;) ale powodzenia z pakowaniem, powodzenia!:*
    Co do znajomych to oczywiście znajdą się osoby wartościowe, które jakoś mi osładzają życie codzienne, ale jednak w większości to banda buraków. A ludzi z przeszłości, z którymi nadal mam dobry kontakt mogę policzyć na palcach.

    OdpowiedzUsuń
  3. ja tam zawsze biorę więcej, niż potrzebuję, jak gdzieś jadę :P
    zamiast tak marudzić powinnaś się cieszyć, że wyjeżdżasz.
    Ja Ci zazdroszczę... sama chętnie uciekłabym gdzieś daleko...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ależ ja się bardzo cieszę, ale proces pakowania strasznie mnie stresuje :D nooo... ostatecznie wzięłam za dużo ciuchów, standard! :D

      muehehe, dla mnie ten wyjazd był za krótki, niestety. ale nie ma co marudzić, jeszcze gdzieś pojedziesz!

      Usuń
  4. pozdro nasze łikendy. teraz możesz odpocząć i ode mnie, i od GŁUPICH LUDZI, ale... na bibkę wracam na 100. PS- and he still hasn't changed into a prince.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no oczywiście, od Ciebie to najbardziej muszę odpocząć :*

      buehehe, bo oni nigdy nie zamieniają się w księciów, proste. czekamy na Ciebie :*

      Usuń
  5. i tak było, i jak było???:D opowiadaj!:*

    OdpowiedzUsuń
  6. Właśnie składam zjęcia do"kupy"...
    mam nadzieję, że coś napiszesz o Szwecji, bom nigdy nie była i ciekawa żem:)

    OdpowiedzUsuń
  7. no dawaj już tego posta szwedzkiego no! ile mogę czekać:P:*

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz