it's Christmas time, there's no need to be afraid

Stałam dzisiaj kilka godzin przy garach, żeby przygotować farsz do krokietów oraz usmażyć naleśniki. Smażyłam naleśniki około dwóch godzin i padam na cycki. Czekam, aż wszystko ostygnie, przy okazji dając odpocząć nogom i wracam do garów. Tym razem zwrócę uwagę, w czym będę obtaczać naleśniki (w jednym z pierwszych postów pisałam o tym, że pomyliłam bułkę tartą z kaszą manną).

Wczoraj piekłam pierniczki, po raz pierwszy w życiu. Skończyłam lukrować je jakoś po pierwszej; boże, boże, tyle poświęcenia! Wyszło mi ich całe stado, liczące lekko ponad sto, tak myślę. Niżej zamieszczę zdjęcia. Mam ich tyle, że postanowiłam rozdać bliskim pod choinkę, nabyłam dzisiaj w kwiaciarni celofan, a w empiku wstążki, zatem będę działać! Myślę, że takie upominki to całkiem niezły pomysł, żeby dodatkowo obdarować bliskich, a ładnie zapakowane, to jest dopiero coś! Dodam, że przy ugniataniu ciasta nasapałam się jak wściekła - całkiem niezły sposób, żeby się wyżyć!



Piernikowe, upośledzone kocisko niestety doznało urazów i obecnie ma ułamany ogon i głowę, zastanawiam się czy połączenie jego części ciała za pomocą kleju z mąki to dobry pomysł, chciałam powiesić go na choince!

Co do choinki - jak co roku będę ubierać ją w wigilię. W ten dzień zabronione jest zakłócanie mojego spokoju, albowiem przystrajanie choinki to rzecz bardzo ważna i ja znam się na tym najlepiej, a cała reszta to banda amatorów, nie mająca o niczym pojęcia.

Dzisiaj też, mimo wielkiej niechęci pojechałam do galerii, żeby kupić brakujące prezenty, mimo kolejek i tłumów udało uwinąć mi się ze wszystkim w niecałą godzinę, co za ulga!

Sporo osób narzeka na to, że  roku na rok coraz słabiej odczuwa magię nadchodzących świąt - u mnie jest chyba na odwrót. Gdy tydzień temu jechałam z tatą samochodem, z głośników akurat popłynęła któraś z nieśmiertelnych świątecznych piosenek, a ulice były przystrojone kolorowymi lampkami i cała resztą. W tym momencie poczułam tak gwałtowne motylki w brzuchu, że aż rozbolało mnie podbrzusze, autentycznie!
Moją radość zakłóca tylko jeden szczegół, no może nie szczegół, jest to coś gorszego, jednak do wszystkiego można się przyzwyczaić, prawda?

Święta już dawno straciły dla mnie wymiar religijny, właściwie już nie kojarzą mi się wcale z narodzeniem Jezusa (do którego podobno doszło latem, no ale w ramach propagandy chrześcijańskiej należało dopasować je do pogańskiego święta, prawda?). Kojarzą mi się właśnie z tą całą gorączką świąteczną, Kevinem samym w domu, Edwardem Nożycorękim, z gotowaniem, z kiczowatymi dekoracjami, no i przede wszystkim ze spotkaniami z najbliższymi. Myślę, że to jest w tym wszystkim najważniejsze. Ktoś by mógł powiedzieć, że przez skomercjalizowanie świąt utraciłam ich sens. Nie, nie utraciłam go, po prostu nie należę do grona pobożnych ludzi, a na ten grudniowy okres patrzę przez pryzmat właśnie spotkań z bliskimi i tym, że bez oporów i wyrzutów sumienia mogę wsuwać moje ulubione dania. Nie ma w tym wielkiej filozofii. :)

Jako że ten post jest stricte świąteczny, chciałabym wszystkim moim Czytelnikom (statystyki mówią, że jacyś jednak są) życzyć wesołych świąt. Oby wszystko, czego sobie marzycie, spełniło się, w bliższej lub dalszej przyszłości. No i żeby pierogi poszły w cycki!



P.S. A u Was jak przebiegają przygotowania świąteczne? :)

Komentarze

  1. Ja jestem właśnie po, niestety kolacja tylko z mamą i bratek trochę smutno nooo aleee nie ma co narzekać :) Wesołych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. najważniejsze, że byli z Tobą :) dziękuję i wzajemnie!

      Usuń
  2. Od lat nienawidzę świąt. Gdyby nie przymus ich "obchodzenia", pewnie leżałabym kilka dni sama przed telewizorem i miała wszystko w tyłku ;) Niestety póki żyją rodzice pewnie będę musiała je 'obchodzić'. W kościół też nie wierzę więc tym bardziej święta się dla mnie nie liczą. A spotkania w gronie rodziny? Cóż... mnie one męczą i zdecydowanie wolę towarzystwo swoich znajomych w Zielonej. Może to też przez to że z ciotkami i wujkami widzę się dość często przez to, że moja mama jest bardzo rodzinną osobą i ciągle u nas w domu jest zjazd rodzinny, co najmniej raz na 2tyg.
    Tak czy inaczej podziwiam ludzi, którzy tak uwielbiają święta i wcale nie mam zamiaru im ich psuć ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. U moich rodziców na stole w wigilię też były pierniczki robione przez moją ciocię.

    Może zaobserwujemy swoje blogi?

    OdpowiedzUsuń
  4. Padłaś na cycki? Co ja mam powiedzieć , całą wigilię przygotowałam sama z mała pomocą męża :-) Ale pierników nie zdążyłam, wybacz :D Może dlatego ,że aż tak bardzo nie przepadam na słodkim :-) Twoje pierniczki cudowne <3 Dzióbek też :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Hehehe, ale mnie rozbawiłaś tym twoim pisaniem. Słuchaj, świetny pomysł z tymi piernikami dla znajomych, kurde taka mała rzecz od serca a jak cieszy. Uwielbiam takie małe prezenciki, a najchętniej to bym przygarnęła połamanego kota:)
    Też, święta dla mnie to czas z bliskimi i znajmymi, już dawno sens religijny przestał być dla mnie czymś ważnym i nadrzędnym.
    Gdzie futro?

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz