I let the melody shine, let it cleanse my mind, I feel free now

Jako że ostatnimi czasy jestem wręcz patologiczną domowniczką, uwielbieniem darząca spędzanie weekendów w domu, marnotrawiącą czas na czytaniu książek (nie, nie, czytanie to nie jest żadne marnotrawstwo!), oglądaniu filmów i seriali, buszowaniu w internetach, dość znaczącą zmianą w moich zwyczajach było spędzenie dwóch dni na nadrabianiu zaległości towarzyskich. Piątek, bo Karol przyjechał na kilka dni do Polski z Hiszpanii (boże, hiszpańskie słodycze są takie pyszne!), dwa, bo Paulucha odwiedziła rodzinne strony i przyleciała z Londynu (też chcę tam być!).


Karol przywiózł papierosy w różnych smakach z Wysp Kanaryjskich, między innymi o smaku truskawkowym, mango i czekoladowym; truskawka; odjazd! Przywiózł również oliwki, wędliny i takie paskudztwa jak małże i ośmiornice; pół małży zjadłam w wielkich bólach, ośmiornicy nie tknęłam, mimo Karolowej perswazji i dramatycznych próbach włożenia mi tego do ust- nie i koniec, ohyda, fu! Może kiedyś się przekonam, póki co czuję obrzydzenie. I nie wydaje mi się, żeby miało to ulec zmianie, na pewno nie przez najbliższych co najmniej dziesięć lat!

Z Pauluchą nie widziałam się już sto lat, ostatni raz mniej więcej wtedy, gdy zrobiłam sobie pierwszy tatuaż, zatem dawno! Poszłyśmy do Kaflowego i ochoczo piłyśmy piwo za piwem. Kolejny raz nasunął mi się wniosek, zresztą nie tylko mi, bo Pauli też, że razem z kilkoma jeszcze osobami tworzymy grono osób, z którymi na co dzień nie musimy komunikować się za pomocą fejsbuków i innych takich - nawet gdy widzimy się raz na rok albo i rzadziej, ZAWSZE mamy o czym porozmawiać i nigdy nie dochodzi do niezręcznej ciszy. Wniosek z tego taki, że przyjaźń przetrwa długą rozłąkę i nie pozwala na skrępowanie.

Generalnie po tym weekendzie doszłam do wniosku, że jestem szczęśliwa, gdy mam wokół siebie osoby, na których mi zależy i przy których mogę zachowywać się całkowicie swobodnie, bez obawy, że zostanę uznana za idiotkę. Wydaje mi się, że jest to naprawdę ważne i że wypełnia pewną lukę. Cieszę się, że doceniam to już teraz. ;)

Rzecz jasna moja wylewność wynika z tego, że jeszcze jestem troszeczkę nietrzeźwa, ale trzeźwa na tyle, żeby popełniać (na moje nieszczęście) w miarę składne zdania, bez problemów z trafianiem w klawiaturę.

Co do Kaflowego- siedząc, sącząc piwo i wspominając dawne czasy, usłyszałyśmy piosenkę z szafy grającej, do której zamieszczam link poniżej, a która nierozerwalnie kojarzy mi się z moimi czasami nastoletnimi i należy do moich ulubionych. Ja, jako osoba obrzydliwe sentymentalna, uznałam to za znak Losu!


A poniżej kilka zdjęć z insta + jedno w futrze; w tym roku doszłam do wniosku, że muszę mieć przynajmniej jedno na zimę i na szczęście dorwałam takowe w sh, chociaż wciąż nie mam odwagi, żeby pokazać się w nim publicznie, haha, mam nadzieję, że niedługo zmienię zdanie!






Komentarze

  1. ja po moim lipcowym pobycie uwielbiam wszystko co hiszpańskie - przekonałam się nawet do oliwek, co jest dla mnie mega sukcesem. Akurat owoce morza mi zasmakowały - nikt nie musiał mnie nawet namawiać i narzekam bardzo,że w PL to takie drogie. Poza tym znalazłam tam taki mój przysmak, który będzie moją miłością FOREVER haha - nazywa się churros (smakuje jak pączek, wygląda jak faworek, jest słonawe i macza się to w czekoladzie) i gdybym jeszcze miesiąc w Madrycie spędziła to moja dupa przybrałaby monstrualnych rozmiarów. A w tamtym tygodniu z chłopakiem oblookaliśmy bilety do Madrytu na lipiec. Jest tylko jedno ale- TRZEBA zacząć oszczędzać czyli bleeee!
    Ja właśnie czasem nie ogarniam tego,że więcej tematów mam z ludźmi, których widzę raz na rok niż z tymi, zktórymi przebywam dzień w dzień...
    aaaa Twoje oczy <3!

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubisz gwiazdkę? Ja uwielbiam, to mój ulubiony czas w roku, ale teraz, choć wigilia za pasem, w ogóle nie czuję klimatu Świąt :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PEWNIE!!! to mój ulubiony czas w roku! <3 też miałam przez parę lat z tym problem, ale teraz czuję, niedawno lepiłam pierogi na święta, muzyka w radiu, sklepy poobwieszane ozdobami... czuję święta i to bardzo solidnie! ;d

      Usuń
  3. Dobrze jest mieć ludzi takich, niby są daleko, ale jak juz się spotkamy to wcale nie czuję tego, że nie widziałam się z nimi przez kilka lat. Ciągle mamy ten sam, zajebisty kontakt. Wiadomo, każdy juz ma dzieci, psy, koty, żonę, męża, ale jak uda nam się razem wyskoczyć na piffo, to całe miasto nasze!

    Pokaż się w tym futrze cała, co?

    OdpowiedzUsuń
  4. jeeejku, dziękuję! zawsze wydawały mi się za małe (ale to tak jak cycki haha) ;)
    teraz jak tak obczaiłam te moje zdjecia to stwierdzam,że bez make upu wyglądam jak lama :P
    ale może przez święta wyładnieję! może jak bd dużo jadła to mi w cycki pójdzie! i w tyłek! a nie jak co roku w brzuch i uda:(
    buziaki kochana!

    OdpowiedzUsuń
  5. dawaj focie w tym futrzeeee!
    eeehh tam, takie ideały jak my mogą sobie pozwolić w święta pojeść a co;p świąteczne pierożki! <3
    p.s: tak mnie podbudowałaś,że hoho! o:P

    OdpowiedzUsuń
  6. Kochana ma!
    Nadszedł ten magiczny czas, w którym nawet ja daję porwać się szałowi zakupów i urokowi przedświątecznych przygotowań ;D a pierożki lecą same do gęby <3
    Chciałabym życzyć Ci wszystkiego co naj - obyś była tą samą, cudowną, kreatywną, niesamowicie oryginalną i inspirującą osobą! Moc uśmiechu:*
    A sobie życzę czytania większej ilości Twoich postów! :P Bo jestem od nich uzależniona!
    p.s: Pamiętasz te buty co tak mi się podobały w którymś z Twoich postów? Masz rację ,że nas na bank nie byłoby stać na nie:( to Stella McCartney! coś w tym stylu znalazłam na pewnej stronce, ale cena też wysoka.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty