tu ciebie nie ma, to tylko wyobraźnia


Nie miałam zamiaru pisać dzisiaj czegokolwiek, ale słucham tego kawałka i muszę, bo chcę uporządkować swoje myśli, bo uświadomiłam sobie pewne rzeczy i trzeba coś z tym zrobić, żeby zachować równowagę psychiczną i jakoś funkcjonować; to jest przecież ważne, prawda?



Z dnia na dzień uświadomiłam sobie, że zakończenie pewnej relacji jakiś czas temu, już tak nie boli. Parafrazując Nosowską, mogłabym zaliczyć moje uczucia do stania w bolesnym szpagacie, pomiędzy zostaję, a zuchwałym nigdy więcej. Wiem, że powinnam miotać się w szale z powodu popadania ze skrajności w skrajność, ale paradoksalnie czuję się... spokojna. Spokojna, bo to już tak nie boli, chociaż kilka miesięcy wstecz myślałam, że nie zniosę tego bólu, nieproporcjonalnego do rodzaju relacji, która z kimś mnie łączyła. Czułam się strasznie, czułam się tak, jakby ktoś wrzucił mnie w głęboką przepaść, na dnie której czekał mnie tylko ból, rozpacz i niedowierzanie (tak, wiem, zdobywam szczyt egzaltacji). Moja samoocena osiągnęła najgłębsze dno, nie wychodziłam z domu, nie chciałam nikogo widzieć, gdy myślałam o całej zaistniałej sytuacji, płakałam, a że myślałam o tym przez cały czas... Zanim to nastąpiło, intuicja jak zwykle podpowiadała mi, żeby uciekać, gdzie pieprz rośnie, a ja wbrew jej podpowiedziom zaangażowałam się całą sobą (chociaż podobno wcale tego nie okazywałam) zbyt mocno w coś, co właściwie było chyba jedynie złudzeniem. Uległam zgubnej fascynacji i co prawda do dzisiaj pluję sobie w twarz, że byłam tak żałośnie naiwna, ale równocześnie jestem pogodzona z losem. Już nie płaczę w poduszkę, nie zadręczam się myślami, nie wpadam w złość, nie próbuję rozładować smutku w pewien głupi sposób, który został mi jeszcze z lat, gdy byłam nastolatką. Czuję zraniona, bardzo, ale ta rana powoli się zasklepia i myślę, że jestem na dobrej drodze, żeby się otrząsnąć.

Czasami dopadają mnie myśli typu co by było gdyby? albo co zrobiłam źle?, jednak nie absorbują mnie one już tak bardzo... I wiem, że wcale nie powinnam tak myśleć. Wciąż jednak ciężko mi uwierzyć, że zaufałam komuś na tyle głęboko, żeby podzielić się z tym człowiekiem jednym z najbardziej traumatycznych wydarzeń z mojego życia, o którym wie wąskie grono osób. Wyznanie tego jest świadectwem mojego najgłębszego zaufania i przywiązania, a teraz? Teraz nie mam z tą osobą nic wspólnego. Jak to się dzieje, że nie łączy mnie już nic, żadna nić relacji z osobą, która była mi wcześniej bliska, a teraz dzieli nas tak wielka odległość? Jest to dla mnie niepojęte i powoduje mętlik w głowie.

Podobno każde doświadczenie czegoś nas uczy, mam nadzieję, że tym razem wyciągnęłam z tego lekcję, która na zawsze zapadnie mi w pamięć. I skończyłam pisać o całej sprawie, po co rozdrapywać stare rany?

Wiem, że ten wpis wygląda okrutnie rozpaczliwie, ale jest już prawie dobrze. Naprawdę.


Komentarze

  1. Myślę ,że już wyciągnęłaś wnioski. Człowiek jest silny i przetrwa wiele. Tak jak piszesz , takie sytuacje są lekcją , tylko szkoda,że przez takie sytuacje jeszcze bardziej jakby angażujemy się tylko na sobie, ale widocznie tak musi w życiu być. Z drugiej strony może jeszcze nic straconego, każdy powinien dostać w życiu jeszcze jedną szansę ale wtedy już jakby podchodzimy do sytuacji z innym bagażem doświadczeń. Trzymam kciuki piękna :-*

    OdpowiedzUsuń
  2. rozumiem Twoje rozkminy, oj jak bardzo rozumiem. Choć że wybrałaś tak a nie inaczej to tylko z lepszym skutkiem dla Ciebie na przyszłość. Tak to już w życiu bywa że ''kiedyś bliscy teraz obcy sobie ludzie'' jak to rapował Eldo. Nic na to nie poradzisz, nic już nie zmienisz, trzeba iść dalej mimo wszystko bo You Only Live Once !
    W końcu trafisz na takiego który zapewni Ci wszystko czego szukasz w drugiej osobie, bo tacy ludzie jeszcze istnieją na tej planecie [tak myślę :D].

    Trzymaj się Ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  3. Najważniejsze, że teraz czujesz spokój.
    Niestety, niektóre znajomości się kończą.
    Też mam teraz niesamowity dołek, ludziowstręt i z domu mogłabym nie wychodzić, ale postanowiłam z tym walczyć. Co prawda słabo mi idzie, ale się nie poddaję.
    Ostatnio pewna ważna osoba podpadła mi na tyle, że odechciało mi się z nią zupełnie rozmawiać i chcę ją teraz tylko ignorować. Może mi przejdzie, a może nie. Po prostu straciłam cierpliwość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Póki co zamierzam skupić się na sobie i swoim życiu. A co dalej będzie z tą znajomością? Relacja buduje się między dwiema osobami, więc druga osoba też ma coś do powiedzenia i na to właśnie poczekam.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty