lato zleciało mi jak jeden długi dzień

Dosłownie jak jeden długi dzień; rzecz jasna było kilka jego aspektów, które na długo wryją mi się w pamięć (między innymi wyjazd do Łagowa i odbycie praktyk), ale reszta? Wyłapuję poszczególne elementy, takie jak przejażdżki na kanał, jakieś imprezy (w porównaniu z latami ubiegłymi prawie zasługuję na miano abstynentki), chodzenie spać o świcie i spotkania ze znajomymi, chociaż generalnie było to samotne lato. O okresie trwającym od mniej więcej połowy sierpnia do połowy września chciałabym zapomnieć.



Jutro będziemy już mieć kalendarzową jesień i jestem już przygotowana na to, że logując się na fejsbuku, głównie ten temat będzie gościł w aktualnościach. I zapewne wszyscy będą narzekać na to, jaka jesień jest niedobra, deszczowa i depresyjna. Zupełnie tego nie rozumiem- jesień jest najpiękniejsza. Nie mogę doczekać się już zapełniania kieszeni płaszcza kasztanami i zasuwania z przystanku na mój wydział- rośnie tam sporo drzew i widok jesienią jest po prostu zapierający dech w piersiach. ;)

Coś się zmieniło- o tym, co dręczy mnie najbardziej, nie potrafię już rozmawiać z bliskimi. Wolę zamknąć się w sobie i swoim pokoju, z nikim nie rozmawiać i z dnia na dzień coraz bardziej pogrążać się w nie wiem właściwie czym- cierpieniu zabrzmi zbyt patetycznie i egzaltowanie. Po prostu wydaje mi się, że chyba wszyscy mają dostatecznie sporo swoich problemów, więc nie ma sensu, żebym dodatkowo nużyła ich swoimi zmartwieniami. Nie chcę nawet pisać o tym tutaj, chyba nie mam siły ani ochoty. Te najstraszniejsze rzeczy wolę zachować dla siebie. Najgorsze są chyba bezsenne noce, jak na przykład ta z piątku na sobotę.

Mam nadzieję, że przeziębienie już mi mija i że nowy rok akademicki rozpocznę bez tony chusteczek w plecaku. A teraz wracam do filmu- odpaliłam Sharknado- epicki wręcz paździerz!




Komentarze

Popularne posty