you know it didn’t have to be but it’s the end of the line, so goodbye

Czasami jestem taka naiwna, że chce mi się śmiać z samej siebie, a przecież mam w zwyczaju urządzać sobie podśmiechujki z innych naiwnych owieczek- wychodzi na to, że jestem hipokrytką i największym baranem w stadzie.

Koniec jojczenia, co sobie pomarudziłam, to moje; nawarzyłaś sobie kobieto piwa, to je wypij, ot i cała filozofia!





Nie wiem czy już o tym tutaj pisałam, ale gdy coraz dobitniej docierała do mnie perspektywa praktyk, jeżyłam się w sobie jak dziki zwierz lub opadały mi witki i sięgały do samej ziemi. Na dzień dzisiejszy, w stanie jak największego zdumienia, mogę powiedzieć, że nie jest źle, a ja sama odkrywam w sobie pokłady anielskiej wręcz cierpliwości i nawet sprawia mi przyjemność to, co należy do moich obowiązków- gra w dwa ognie; serio, ale kto z nas tego nie lubił, gdy był dzieckiem? Co prawda konsekwencjami tej gry, zwanej również zbijakiem są między innymi mój wybity palec i zerwana ulubiona bransoletka, ale dostarcza mi chyba więcej rozrywki niż tym wszystkim dzieciom. To samo dotyczy zajęć, które pomagam prowadzić- zawsze lubiłam babrać się w klejach, farbach, kolorowych papierach, filcach i innych pierdołach, tutaj mam tego pod dostatkiem.
Nabieram doświadczenia w przebywaniu z bachorami i już nie patrzę na nie jak na obrzydlistwa z innej planety (wyjątkiem są te w wieku śliniąco- rycząco- robiącym w pieluchę- drącym paszczę z niekompletnym uzębieniem).
Pewnej rozrywki dostarcza mi też fakt obserwacji niektórych osobników, a zwłaszcza to, jak wielką mają wyobraźnię- jako przykładem posłużę się Andrzejem, dzieckiem około siedmioletnim, opowiadającym mi o Pożeraczach Świata i Pożeraczach Czasu, który też w ramach zajęć stworzył książeczkę pod tytułem Tygrysowie i Ognik. Tygrysowie wyglądają jak pająki, Ognik jest zielony, bo wyszedł z lasu, nie wspominając też o lokajach, którzy są robotami i którzy w chwili zagrożenia zamieniają swój ekwipunek lokaja w broń.
Niektóre dzieciaki polubiłam i lubię z nimi rozmawiać. Niektóre mam ochotę plasnąć w ucho na sam ich widok, zanim otworzą swoje szczerbate gęby, żeby wypuścić z nich potok słów, który sprawia, że skręcają mi się bebechy a mózg woła DOŚĆ.

I nic tak nie poprawia humoru jak zakupy- kupiłam sobie buty na wesele, chociaż nie darzę ich zbyt ciepłymi ucuciami, jednakże założę je zapewne raz, no i były przecenione na grosze i rzecz jasna nie mogłam znaleźć nic lepszego. A co do przecen- polecam wybrać się do Glittera- zaopatrzyłam się w pierdzionek, naszyjnik i bransoletkę, płacąc za całość piętnaście złotych, także tego- przeceny nie z tej ziemi!

A Was zostawiam z moją mordą i kawałkiem Sleigh Bells, który dzisiaj, a właściwie wczoraj odkryłam na nowo. Dobranoc!





Komentarze

Popularne posty