reach the stars, fly a fantasy; dream a dream and what you see will be

Wracając do domu i słuchając muzyki, natknęłam się na kawałek Limahla- Never ending story, co popchnęło mnie do obejrzenia filmu o tym samym tytule, gdy już znalazłam się w swoim pokoju.
Jako że należę do grona osób obrzydliwie sentymentalnych od razu po włączeniu łzy napłynęły mi do oczu. I to sporo. Właściwie to przeryczałam prawie cały film; w trakcie oglądania/ czytania książek puszczają mi wszelkie hamulce, co jest raczej żenujące i sprawia mi dyskomfort podczas seansu w towarzystwie innej osoby.





Znajdzie się osoba, która nie oglądała Niekończącej się opowieści? Dla mnie jest to jedna z rzeczy składająca się na najmilsze wspomnienia z dzieciństwa; w tej grupie znajdą się między innymi Król lew, Leon zawodowiec, Labirynt (David Bowie w kalesonach!), Edward Nożycoręki, Tam, gdzie żyją smoki, filmy o Batmanie, książki Astrid Lindgren, zabawkowy jeep od taty, którego dostałam, gdy mama była w szpitalu i rodziła Pasożyta... Jest tego tak dużo!

Wracając do Niekończącej się opowieści- pamiętam, jakim uwielbieniem darzyłam Falkora, tego wielkiego, białego smoka i jak bardzo pragnęłam móc odbyć podobną podróż razem z nim tak jak Atreyu albo Bastian. Pamiętam wysiłki włożone we wspieranie Bastiana, który jako jedyny mógł ocalić Fantazję i to, że później sama marzyłam bez żadnych skrupułów, żeby wspierać tę krainę w jej odbudowie. No i rzecz jasna kibicowałam Atreyu i rozpaczałam po śmierci jego konia. Po obejrzeniu filmu stwierdzam uczciwie, że reaguję wciąż tak samo. Mimo że po upływie czasu fabuła wydaje się dość naiwna, a efekty specjalne już nie wywierają tak wielkiego wrażenia, dalej uważam, że jest to jeden z najwspanialszych filmów dzieciństwa, taki bardzo kochany i podnoszący na duchu. I w dalszym ciągu uwielbiam Falkora i chciałabym odbyć podniebną podróż na jego grzbiecie!







Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty