it all seems like distant dreams

Nuda wakacyjna daje mi się we znaki. Przytargałam dzisiaj do pokoju komodę, którą jakiś czas temu z niego wyrzuciłam; wiecie jak to jest- chodzicie po lumpeksach (ups, powinnam chyba jednak napisać secondhandach), z dumą płacicie za swoje oryginalne zdobycze, znosicie do domu tonę szmat, a później nie macie gdzie jej umieścić, bo tak jakby podłoga, krzesło i stolik odmawiają współpracy.



 Krzątałam się przez jakiś czas po mojej norze i pieczołowicie poskładałam wszystkie ubrania- w komodzie panuje teraz jako taki porządek (z ubolewaniem przyznaję, że nie należę do osób, które w schludny sposób potrafią złożyć w kostkę sztuki odzieży). Mogę założyć się o mój plakat Batmana na ścianie i wszystkie części Harry'ego Pottera, że w ciągu tygodnia w komodzie zapanuje chaos bliski Chaosowi z mitologii greckiej. Utrzymanie porządku w moi najbliższym otoczeniu również nie jest moją mocną stroną; odnoszę wręcz wrażenie, że bałagan staje się samoistnie, jakby był myślącą istotą. Staje się nawet wtedy, gdy siedzę i nie ruszam się z miejsca. W dodatku utożsamia się z tym, co dzieje się w mojej głowie.

Rzecz jasna dostrzegam również pozytywy z racji tego, że semestr się skończył i muszę spędzać czas w domu- po pierwsze nadrabiam zaległości książkowe. Z radością wróciłam do lektury HP i skończyłam czytać dzisiaj trzeci tom. Naprawdę nie wiem, który już raz czytam wszystkie części od początku, chyba powoli zaczyna to zakrawać na paranoję.


W tym momencie siedzę w moim nieśmiertelnym szlafroku w krasnoludki z fabryki Disney'a, piję herbatę z cytryną (wpiszcie w google frazę piję herbatę z cytryną, wyskoczy pewnie milion odnośników do blogów, w których któreś zdanie zaczyna się od Siedzę na parapecie i piję herbatę z cytryną, a za oknem pada deszcz...) i nasłuchuję odgłosów burzy; zastanawiam się czy zaryzykować i odpalić drugi odcinek True blood, czy też wyłączyć komputer w cholerę, wskoczyć do łóżka, opatulić się kocem i zająć się książką. Potwierdzam, dalej odczuwam paniczny lęk przed błyskami i grzmotami i paradoksalnie lubię te zjawiska.

Co do kolejnych dobrych stron wakacji (muszę zapanować nad moją tendencją do czynienia dygresji- zawsze jest ich za dużo i dłuższy czas zajmuje mi powrót do meritum sprawy)- nadrabiam też zaległości serialowe i książkowe. Dzisiaj na przykład po czwartej poszłam spać, bo wciągnęły mnie ostatnie odcinki ostatniej serii Spartacusa i ubolewam nad śmiercią jednego z moich ulubionych bohaterów. Serio, twórcy mogli sobie darować!

Stwierdzam, że wracam do mojego ulubionego trybu nocnego marka. Jest mi z tym doskonale.





Komentarze

  1. dobra, pierdolę, zaczynam czytac trójkę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahahahah, zabił mnie Twój komentarz! <3 a co z poprzednimi częściami? c:

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty