make ash and leave the dust behind

Dzisiaj mama powiedziała mi, że traktuję dom jak hotel- wpadam tylko coś zjeść, wyspać się, zrobić bałagan, po czym gnam dalej. Coś w tym jest, nie pamiętam już, kiedy miałam chwilę dla siebie i dla moich gadzin, które niedługo przestaną chyba mnie lubić. Mój obecna dieta również pozostawia wiele do życzenia- opiera się głównie na zupkach chińskich i bułkach z pasztetem, czyli jest po studencku! Z tego wszystkiego zaniedbałam również Chodakowską, ostatni raz ćwiczyłam chyba dwa tygodnie temu. Mam nadzieję, że po sesji znajdę czas na aktywność fizyczną; obecnie przytłacza mnie nadmiar wszystkiego, co muszę zrobić, żeby zdać wszystkie kolokwia i egzaminy, do tego dochodzi organizacja około trzech wystaw, warsztaty w ten weekend i w następną sobotę wyjazd do Niemiec na jeden dzień, żeby wziąć udział we właściwie nie wiem czym, czymś związanym z różami w każdym razie.

Miałam napisać, co działo się we Wrocławiu, ale nie mam siły- myślę, że termin trzydniowa najebka pasuje w tym przypadku doskonale; wrzucę kilka zdjęć z instagrama, te z aparatu są raczej kompromitujące. A jutro, dzisiaj właściwie robimy na zajęciach z fotografii sesję, której tematem przewodnim jest PRL- pewnie pochwalę się tutaj efektami. Co do fotografii- w poniedziałek przesiedzieliśmy prawie osiem godzin w ciemni, wywołując zdjęcia, hahaha, dawno nie byłam już tak wyczerpana! A teraz idę spać, lalka cieniowa na formy teatru dziecięcego dokończona (gdybym miała więcej sił i ochoty, zrobiłabym lepszą, no ale wiecie, jak jest), zatem oddam Teresce to fioletowe paskudztwo i będę modlić się o zalkę.







Komentarze

  1. Skąd masz te czarne trampki? Kocham białą czekoladę !! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. vansy ery, kupiłam na selectshop.pl ;) ja nie lubiłam nigdy, ale że ta była pod ręką... i zmieniłam zdanie, omnomnomnom

      Usuń

Prześlij komentarz