sesja, sesja

Za około dwadzieścia minut wybije czwarta rano, a ja siedzę przy notatkach. Skończyłam uczyć się prezentacji na egzamin z języka angielskiego (jako, że jestem feministką, wybrałam temat o feminizmie!) i za chwilę biorę się za naukę (albo chociaż przeczytanie notatek) z mediów w edukacji. Czuję, że to będzie ciężki dzień, oczy zaczynają mi się zamykać i czuję piasek pod powiekami albo jak mówi Doris "pchły mi na rzęsy srają". Chyba czas zrobić sobie kawę, której nie lubię, z wyjątkiem tej, którą robi Beniamin i wziąć się w karby. Nie ma sensu pójść spać- o 5.30 i tak musiałabym wstać. Chciałabym w końcu znaleźć sobie pracę i wyprowadzić się do Zielonej Góry. Drogą internetową moje CV zostało wysłane, teraz czas na chodzenie i wciskanie mojego Curriculum Vitae komu tylko się da, z nadzieją, że ktoś przyjmie do pracy studentkę z marnym doświadczeniem.

Dzisiaj kurier przywiózł mi paczkę z butami, wreszcie trafiłam z idealnym rozmiarem vansów!
Moja sesja zaczęła się właściwie tydzień temu kołem z psychologii twórczości; życzę powodzenia wszystkim studentom i sobie też, żebyśmy przebrnęli przez rzeźnię związaną z kolokwiami, zaliczeniami i egzaminami. Bez szwanku i bez września! 


Jak widać, z wielkim zapałem podchodzę do nauki. Nie jest dobrym pomysłem uczyć się w towarzystwie paskudnika, takiego jak ten poniżej, zwłaszcza wtedy, gdy pazurkami podrapie wargi, bo chce dostać się do   ust i zamiast jak to ma w zwyczaju- wleźć pod bluzkę i zasnąć na szyi albo klatce piersiowej, okazuje żywe zainteresowanie wszystkim naokoło. Czas skończyć ten wywód, bo robię wszystko, tylko się nie uczę.





Komentarze