say hello to the future

Po wczorajszym ognisku, na którym byłam naszła mnie refleksja, która chodziła za mną już dość długo- zdałam sobie sprawę, że moje studia naprawdę sprawiają mi satysfakcję i za każdym razem, gdy ktoś pyta: Jak tam studia? - zawsze z entuzjazmem zaczynam opowiadać o tym, co się dzieje i o ludziach, których poznałam. Nigdy nie chciałabym wrócić do szkoły średniej- liceum zawsze będzie kojarzyć mi się z moim rozchwianiem emocjonalnym i wybuchach płaczu na lekcjach, przedmiotami, których nienawidziłam, ludźmi, którzy codziennie powtarzali mi, że jestem dziwna i generalnie całą tą otoczką, która sprawiała, że czułam się  niezręcznie i ciągle nie na miejscu. Oczywiście poznałam parę osób, z którymi kontakt mam do dzisiaj, nie wspominając o nauczycielach- niektórych nigdy nie zapomnę. I matura rzecz jasna- uważam to za chyba największy koszmar mojego życia, cały ten stres i kilkukrotne podchodzenie do egzaminu z matematyki; nie chciałabym tego przeżywać ponownie. Sądzę, że sesja to pikuś w porównaniu z maturą. Nie chcę oczywiście przestraszyć tegorocznych maturzystów- kwestia podejścia do takich rzeczy i wielkość stresu to rzecz indywidualna; gratuluję ludziom, którzy są odporni na negatywne emocje z tym związane. I rzecz jasna życzę powodzenia wszystkim tym, którzy w tym roku przystępują do egzaminu dojrzałości. :)

Wracając do tematu studiów- w tygodniu nie mam prawie na nic czasu, rano jadę na zajęcia, wracam po południu albo późnym wieczorem (tak jak ostatnio z fotografii- skończyliśmy po 21 sesję na "czerwonym dywanie", zatem w domu byłam około 23). O dziwo jednak wcale na to nie narzekam, bo jak mówię wszystkim wokół- lubię moje studia, serio. Nieco mniej lubię długie przerwy między poszczególnymi zajęciami, ich jedynym plusem jest to, że do woli można połazić po lumpach i coś wyszperać. Albo tracić pieniądze w inny sposób. Teraz muszę jednak trochę oszczędzać, bo w 9 maja jedziemy do Krakowa na kilka dni, czym jestem niezwykle podekscytowana!

Obiecałam sobie w piątek, że mijający weekend spędzę w domu, czytając i oglądając filmy, mając za jedyne towarzystwo moje wstrętne gadziny, jednak wczoraj przyjaciółka wyciągnęła mnie na ognisko, zatem sezon picia w plenerze mogę uznać za rozpoczęty; grzechem byłoby nie skorzystać z takiej pogody. Najlepsze co może być- kiełbasa spalona w ogniu, popijana winem prosto z butelki!





Komentarze

  1. mam takie same odczucia. Liceum było dla mnie swego rodziaju ograniczeniem umysłowym. Materiał na szybko byle do matury, nauka rzeczy, które nigdy mi się nie przydzadzą, do których się zmuszałam. Ograniczenie twórcze, brak możliwości rozwijania się.. Teraz jestem na studiach które wybrałam sama, mam przedmioty które w większości mi odpowiadają (oczywiście zawsze trafią się zapchaj-dziury ale to wyjątki) i wreszcie mam tę cholerną satysfakcję. Robię co chcę robić, a nie co chce podstawa programowa do matury. Miałam inny tok myślenia chyba.

    Komentowałam kiedyś Ci blog i pisałam o tym, że w ramach zaliczenia przedmiotu muszę założyć swój. Coś tam założyłam -jak chcesz, to wpadnij :) justyna
    http://parisiennemoonlight.pinger.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie, ten materiał przygotowujący do matury- tak naprawdę zazwyczaj organizowane było to na tak zwany odwal się, raczej niewielu nauczycieli przykładało do tego wagę. studia to zupełnie inna sprawa, nikt przecież nie zmusza Cię do dalszej nauki i to Tobie powinno zależeć czy chcesz ją kontynuować :) u mnie te zapchaj- dziury to zazwyczaj teoria, rzadko trafia się coś ciekawego. tak, wpasowanie się w klucz- katorga, przecież każdy myśli inaczej. D;

      pamiętam, niedawno właśnie zastanawiałam się czy założyłaś tego bloga, widzę, że ostatecznie wybrałaś pingera :) z chęcią poczytam!

      Usuń
  2. Studia to całkiem inne, przyjemniejsze życie niż liceum. Czasami męczą zajęcia przez cały dzień, ale za to innego ma się więcej wolnego. Jest też całkiem inne podejście do wszystkiego, na studiach są osoby z podobnymi zainteresowaniami, często łatwiej jest dogadać się z nimi, większość osób jest już bardziej dojrzała niż w liceum, co nie oznacza, że poważna.

    OdpowiedzUsuń
  3. Studia to całkiem, przyjemniejsze życie niż liceum. Czasami ma się zajęcia od rana do wieczora, ale za to inny dzień ma się więcej wolnego, wolę taki tryb niż standardowo od 7 zajęcia w szkole. Łatwiej spotkać ludzi o podobnych zainteresowaniach, na ogół są oni już bardziej dojrzalsi niż w liceum, co nie oznacza, że poważniejsi.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja w liceum czułam się jak odludek, nie chciałam "należec" do żadnej grupki, za czym idzie czasami spoglądano na mnie jak na dziwaka. Z większością osób z mojej klasy nie było o czym porozmawiać, prócz ile to oni wypili. Na studiach jest lepiej, nikt na Ciebie nie patrzy z góry. Robisz, ubierasz się jak chcesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie to jest fajne, że ludzie tak naprawdę mają gdzieś jak wyglądasz i są bardziej tolerancyjni, takie przynajmniej odniosłam wrażenie przez kilkanaście lat edukacji. ;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty