it's not easy to erase your blood

To już dwusetny post na tym blogu, myślę, że jak na niecały rok jego prowadzenia, to całkiem niezły wynik. ;)

Jestem po kolejnym Treningu z gwiazdami Chodakowskiej; mimo zmęczenia czuję się naładowana energią (zdaję sobie sprawę z tego, jak paradoksalnie to brzmi). Zastanawiam się tylko czy nie tylko ja miewam chwile zwątpienia; mianowicie takie, że ćwiczenia ostatecznie nie przyniosą pożądanego efektu. Na razie staram się tym nie przejmować, po miesiącu porównam swoje wymiary sprzed. Z Killerem daję sobie na razie spokój- moja kondycja nie podołała niedawnej próbie; dotrwałam do połowy, za co plułam sobie w brodę, ale mam nadzieję, że niedługo to się zmieni.





Rok temu za namową kumpla obejrzałam Martwe zło, ostatnio wreszcie wzięłam się za kolejne części. Pamiętam, że wyżej wspomniany film był raczej przerażający, gdy nie weźmie się pod uwagę niektórych tekstów Asha; Martwe zło 2 i Armia ciemności natomiast są już komiczne do tego stopnia, że ledwo powstrzymywałam się od wybuchnięcia śmiechem w trakcie oglądania (musiałam dać sobie na wstrzymanie, bo zrobiłam sobie seans w nocy i nie chciałam obudzić domowników). Najbardziej przypadła mi do gustu trzecia część i to, jakim badassem jest w niej Ash; jego teksty nieustannie doprowadzały mnie do cichego rechotu, najbardziej chyba Gimme some sugar, baby. Niżej wrzucam linka z yt, sklejkę stanowiącą kwintesencję zadziorności głównego bohatera, chociaż niestety brakuje kilku rzeczy:


Nie wiem czy kiedyś o tym tutaj wspominałam, ale lubię kiczowate horrory, uwielbiam wręcz. Martwica mózgu, Planet terror, Postrach nocy, Amerykański wilkołak w Londynie itd. zyskały moją gorącą i wierną aprobatę. Hektolitry krwi wyglądającej jak sok malinowy, gumowa charakteryzacja i gumowe części ciała latające w różne strony, poczucie humoru, efekty specjalne, które z perspektywy lat wyglądają dość tandetnie... Niebo dla osób lubujących się w podobnych klimatach!





Postanowiłam wreszcie wziąć się za obejrzenie zaległych odcinków The walking dead, zmuszam się do tego; większość postaci irytuje mnie do tego stopnia, że nie mogę przebrnąć przez trzeci sezon. Z drugiej strony ciekawa jednak jestem, jak wszystko się skończyło i mam nadzieję, że Daryl nie zginął (jest to jedna z nielicznych postaci, które lubię). Czytałam gdzieś, że komiks/ serial skupiają się bardziej na emocjach bohaterów, a nie na samej apokalipsie zombie, ale bez przesady- ilość dramatyzmu, którego doświadczają, wydaje się być nieskończona i ich ciągłe jojczenie jest żenujące.

Na zakończenie samojebka i rzeczy z tumblr'a:







Komentarze

Popularne posty