I got your name tattooed high like a helium balloon

Życzyłabym sobie, żeby zima odeszła siną w dal. Gdzie była 24 grudnia? I przez resztę świąt? Teraz mamy marzec, za dwa dni podobno ma nastąpić kalendarzowa wiosna. Chciałabym już rzucić zimowe okrycia głęboko na dno szafy, a na grzbiet zarzucić płaszcze i kurtki, w które ostatnimi czasy zaopatruję się niepokojąco systematycznie (SEKYND HENDY doprowadzą mnie do ruiny któregoś dnia) i każdego dnia wychodząc z domu na przystanek szukać w nerwowym pośpiechu okularów w torbie (powtórzę po raz setny- do znalezienia czegokolwiek w babskiej torbie bardzo pomocne byłoby zajęcie Accio) i umieszczać je z uwagą na nosie, bo przecież jakiekolwiek promienie słoneczne są zabójcze dla moich oczu. Serio, brakuje mi tego. Nie pogardziłabym też siedzeniem na tarasie w krześle bujanym, z książką, papierosem i moimi paskudnymi kociskami na kolanach. I tęsknię też za piciem jakiegokolwiek alkoholu w plenerze, w czasie, kiedy wieczorne wyjście z domu nie grozi jeszcze zmasowanym atakiem przez żądne krwi komarzyce. Suki.

Obecnie muszę zadowolić się herbatą z sokiem malinowym, siedzeniem w szlafroku, bo przecież jest za zimno, żeby po kąpieli funkcjonować bez niego, ze smacznie śpiącym szczurem na ramieniu i przeglądaniem dziwnych rzeczy w internecie, bo po dzisiejszym dniu czuję się jak zombie i nie mam siły czytać książki, a już zwłaszcza Edgara Allana Poe. Ani nawet oglądać odmóżdżających amerykańskich komedii, w których nastolatki grane przez trzydziestolatki uważają Davida Guettę za alternatywnego artystę.

Miałam napisać o filmach, które ostatnio oglądałam, ale nie mam siły, chyba zostawię sobie to zadanie na inny dzień. Dzisiaj słucham CocoRosie i opanowała mnie swego rodzaju melancholia, ale chyba taka pozytywna, pomijając fakt, że zrzędzę. Ale to akurat nic nowego, przecież moim udziałem ciągle jest doświadczanie weltschmerzu (jak to w ogóle się odmienia?). Wracając do CocoRosie- pierwszy raz usłyszałam je dwa lata albo rok temu; trafiłam na ten teledysk i z miejsca się zakochałam. Klimat twórczości tych dwóch sióstr skojarzył mi się z Burtonem, teraz już nie odnoszę takiego wrażenia. Chociaż może to kwestia przyzwyczajenia? W dalszym ciągu głosy i generalnie wszystko to, co jest udziałem, wprawia mnie w zdumienie- nie są podobne do żadnego innego artysty, a ich głosy i akcent to czysta magia. Za każdym razem, gdy słucham ich muzyki, czuję się tak, jakby przeniesiono do innego, pogańskiego świata- jest tak niepokojąco! Są jakby skrzyżowaniem szamanek z Alicją w Krainie Czarów. Zresztą, po co się rozpisywać, niżej zdjęcia tego zacnego duetu i kilka linków z yt:



Komentarze

Popularne posty