when Gotham is ashes, you have my permission to die.

Tydzień temu ponownie obejrzałam "The Dark Knight rises" i po raz kolejny moją największą uwagę zwrócił Tom Hardy grający Bane'a. Jest jedną z postaci najbardziej przykuwających uwagę, a jego głos! O mamo! Gdy tylko przemawiał, nie byłam w stanie skupić się na niczym innym. Dodam jeszcze, że ze wszystkich czarnych charakterów, z którymi Batman musiał się zmierzyć we wszystkich filmach, nieważne czy w reżyserii Burtona, Schumachera czy Nolana, Bane jest jedynym, który wzbudza moją sympatię. W ostatniej scenie z jego udziałem uroniłam łzę nad jego losem, wzbudza we mnie ogromne współczucie pomieszane ze strachem, zwłaszcza wtedy, gdy Batman dostaje od niego bęcki w kanałach.


Po obejrzeniu tego filmu chyba pierwszy raz w pełni doceniłam talent Hardy'ego, mimo że widziałam go wcześniej w dwóch innych filmach- "Rock'n'Rolli" i "Tinker, tailor, soldier, spy", wtedy jednak skupiałam się na innych aktorach i (teraz okaże się, że jestem płytka) odpychały mnie jego USTA. Serio, zwłaszcza w tym drugim filmie, z tą charakteryzacją- nie mogłam patrzeć na jego pulchniutkie wargi. Postanowiłam jednak nie przejmować się takimi błahostkami i odpaliłam "Lawless", i ojojojoj, byłam zachwycona grą Toma. I jego głosem rzecz jasna, bo jego dialogi w tym filmie były dość lakoniczne, za to często burczał i mruczał pod nosem, co powodowało u mnie i mojej mamy ciągły rechot. Zaiste, z napięciem czekałyśmy na jego buczenie! Sądzę jednak, że te dźwięki doskonale oddawały jego charakter- zamkniętego w sobie człowieka, poświęcającego się jednak dla swoich bliskich i nie potrafiącego okazywać uczuć. W każdym razie "Lawless" to film znakomity, warto obejrzeć go nie tylko dla Toma, ale też dla Gary'ego Oldmana (co jest oczywiste!) jak i innych aktorów.


Natomiast dzisiaj obejrzałyśmy "Warrior". Śmiało mogę stwierdzić, że ten film nas zmiażdżył- bohaterowie, relacje między nimi, emocje, które nimi targają, walka z samym sobą, upór, no i sceny walk; zawsze z ironią patrzyłam na to jak faceci podniecają się MMA, jednak po dzisiejszym seansie chyba zmienię zdanie. Oczywiście niektóre sceny są naciągane (nie będę spoilerować), ale całość jest zachwycająca. Hardy przyćmił tutaj wszystkich, również Nicka Nolte'go.

 
Ach, przypomniało mi się, że Hardy'ego oglądałam jakiś czas temu w "Incepcji"! Ujął mnie wtedy nonszalanckim stylem bycia. ;)

A tutaj bonus- serio, polecam, rapujący Tom ze swoim synkiem! ;)


Komentarze

Popularne posty