all the clouds have silver linings, though the days are counting backwards

Jako, że powinnam w tym momencie uczyć się z filozoficznych podstaw pedagogiki oraz psychologii rozwoju i osobowości, z których to przedmiotów ilość materiału do opanowania mnie przerasta, postanowiłam zająć się czymś innym, zatem dam upust swoim grafomańskim umiejętnościom właśnie tutaj. Przede mną trzecia sesja, w tym momencie nasuwa się pytanie- czy tylko ja z semestru na semestr coraz mniej przykładam się do nauki i czy mnie również niektóre przedmioty wydają się kompletnie bezsensowne? Te związane bezpośrednio z moją specjalizacją lubię, nie wszystkie rzecz jasna, bo na samo wspomnienie o wykładach Pana Fancy Grzywki przewracają mi się flaki i zaczynam ziewać, ale te inne, związane bezpośrednio z pedagogiką (oczywiście też z pewnymi wyjątkami) są czysto teoretyczne i przez to niemożebnie nudne, a nie ukrywajmy- raczej nie znajdę punktu odniesienia do wiedzy teoretycznej, gdybym swoją przyszłość wiązała z pracą z dziećmi (daj Boziu, żeby nie), a nie sądzę, żebym wówczas przypominała sobie o MASACH WYOBRAŻENIOWYCH albo WYCHOWAWCZYCH PARADYGMATACH WYCHOWANIA na przykład). Z ciekawości zapytam kiedyś moich byłych nauczycieli czy takie wiadomości kiedykolwiek przydały im się w praktyce. Najgorsze są przedmioty związane z psychologią. Zdarzyło mi się raz czy dwa przysnąć na ćwiczeniach, nie wspominając o tym, że na wykładzie zagościłam jeden jedyny raz, bo Babcia Dżewo doprowadziła mnie do stanu agonalnego potokiem swojej wymowy.

I miałam jeszcze dodać, że zorientowałam się, że w weekendy najlepiej czuję się sama ze sobą, kiedy sobotę i niedzielę spędzam z włosami w nieładzie i bez grama makijażu, w powyciąganych ciuchach (powinnam jeszcze dodać, że siedząc na parapecie z kubkiem kakao obserwując krople deszczu uderzające o szybę), w łóżku, z herbatą, żarciem, laptopem, książką, Zenią i Szatanem buszującymi pod moim ubraniem albo w pościeli. Serio, ostatnimi czasy taka forma spędzania wolnego czasu jest dla mnie najbardziej w świecie relaksująca, zwłaszcza wtedy, gdy komunikowanie się z innymi ludźmi ograniczam do minimum. Jestem takim nołlajfem, że chyba powinnam stanowić swego rodzaju wzór dla początkujących nołlajfów. Moje życie towarzyskie nieco na tym ucierpiało, ale serio... Z cudem graniczy wyciągnięcie mnie z domu, gdy rozkoszuję się samotnością. Jednakże za niecałe dwa tygodnie jadę do Wrocławia na weekend, zatem pewne rzeczy ulegną zmianie.

Poniżej "randomowy" shit z tumblr'a i zespoły, które wczoraj znalazłam  na laście.




Komentarze

Popularne posty