nie tęsknię za tym co było, myślę co będzie

Kolejny raz wracam do punktu wyjścia i to nie z mojej przyczyny, kolejny raz wszystko leci na łeb, na szyję, kolejny raz żyję w ciągłym napięciu przyprawiającym o ból żołądka i sprawiającym, że mam ochotę zbudować dla siebie pancerz, nic nie czuć, nie widzieć, nie słyszeć... Dlaczego zostałam obarczona tym syfem? Od niektórych słyszę, że jestem najsilniejszą psychicznie osobą, jaką znają, a ja odnoszę wrażenie, że to gówno prawda, że jednak jestem krucha i że jeszcze trochę, a rozsypię się na kawałki i tym razem nie zdołam się pozbierać, i co wtedy? W chwili obecnej moje nerwy są zszargane, wiem już od dawna, że nadchodzące święta nie przyniosą mi ulgi, że będą jeszcze gorsze; pamiętasz, co było w zeszłym roku? A dwa lata temu? A trzy? Na samo wspomnienie o tym czuję, jak zaciska się węzeł na moich wnętrznościach, a może tak naprawdę jest to dziwnego rodzaju monstrum czerpiące satysfakcję z zadawania mi bólu? Może wygryzie mi dziurę w brzuchu, wyszarpie trzewia, roześmieje mi się w twarz i zakończy mój żywot? Tak naprawdę chyba Ty jesteś tym potworem, czasami życzę Ci śmierci. Jak bardzo źle świadczy to o mnie? A o Tobie, skoro doprowadzasz mnie do stanu skrajnej rozpaczy i wywołujesz takie myśli? Od jakiegoś czasu znowu czuję się kompletnie zagubiona, boję się; sprawiasz, że nie potrafię nikomu zaufać, tyle przez Ciebie przecierpiałam i wiem, że nadejdą jeszcze gorsze chwile. Ile można się szarpać, walczyć, błagać, szantażować? Czuję się jak gówno. Odebrano mi coś i to jest Twoje dzieło; czuję się niekompletna, złamana, nic nie warta i chciałabym zasnąć, i już więcej się nie obudzić. Albo Ty to zrób, po prostu umrzyj, albo zniknij z mojego życia, bo przez Ciebie czuję się tak, jakby moja psychika została kompletnie zniszczona. Chciałabym wreszcie zaznać spokoju, chciałabym, żeby ludzie nie patrzyli na mnie przez pryzmat tego, co wyprawiasz ze swoim życiem. Chyba nie mam już siły udawać, że wszystko jest ze mną w porządku. Nie jest.

Musiałam, po prostu musiałam gdzieś dać upust chociaż części tego, co we mnie siedzi.

Komentarze

  1. Mimo, że wprost nie napisałaś o co chodzi, to chyba się domyśliłam, bo mam podobne myśli. Czy chodzi o bliską rodzinę? Nie musisz odpowiadac. W każdym razie, mówiąc najbanalniej poukłada się. Ja jeszcze dwa lata temu myślałam, że nie wytrzymam, ale wsparcie chłopaka było na tyle silne, że dałam rade wytrzymac każdy zły moment.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja już chyba straciłam nadzieję na to, że się ułoży, to trwa od hmm, jakichś pięciu lat i jest coraz gorzej. zazdroszczę, że dałaś radę, też bym tak chciała, to ważne, żeby jakoś sobie poradzić ze swoim życiem. no ale jakoś nie uśmiecha mi się obarczanie innych swoimi problemami. dzięki za dobre słowa ;)

      Usuń
    2. Ja robię dobrą minę do złej gry. Przez dłuższy czas nie mogłam się nawet otworzyć przed chłopakiem. Może jestem strasznie zamknięta w sobie, nie wiem. Zawsze analizuję sobie w głowie, próbuje nie myślec o problemach, ale czasami takie trzymacie wszystkiego w sobie jest jeszcze gorsze. Miałam nawet takie dni, że budziłam się w nocy i płakałam. Oczywiście wychodząc z domu zachowywałam się gdyby nigdy nic się nie działo/ nie stało. Sporo osób zaczęło mnie traktować jako mega nieśmiałą, czasami smutną, a ja po prostu miałam w sobie wulkan myśli

      Usuń
    3. mówienie o ciężkich problemach jest trudne. też robiłam, dalej robię dobrą minę do złej gry, zresztą będąc na uczelni w otoczeniu znajomych dość łatwo jest zapomnieć o kłopotach i rozchmurzyć się chociaż na krótki czas. też analizuję takie rzeczy w głowie, dochodzę czasami do dziwnych albo strasznych wniosków czy czynów, co nie jest szczególnie pomocne w jako takim funkcjonowaniu. nie mogę narzekać na brak osób, którym mogę się z czegoś zwierzyć, ale o niektórych rzeczach po prostu nie chce się mówić, bo po co obarczać innych swoimi problemami? no i właśnie, tu pojawia się problem- próby trzymania wszystkiego w środku są destruktywne i niszczą tak naprawdę. myślę, że chyba i tak lepiej znoszę to niż w liceum, kiedy ciągle chodziłam zdołowana i wybuchałam płaczem podczas lekcji, natłok myśli jest zbyt duży i w końcu można eksplodować z bólu.

      Usuń

Prześlij komentarz