pytam i błądzę, zatem nie pytam

Wczorajsza prawie dwugodzinna wizyta u weterynarza nie pomogła zbyt wiele, Świnior nie żyje. Jest mi okropnie ciężko i cały dzień płaczę, najgorsze jest to, że nie mogłam powstrzymać swoich łez nawet na zajęciach. Gdybym wcześniej wybrała się do lecznicy, pewnie dałoby się go uratować... Już teraz tęsknię za jego zapachem, miękkimi włosami i ciepłem jego małego ciałka, gdy zawsze właził na swoje ulubione miejsce, czyli na moje ramię i popiskiwał mi nad uchem. Boli mnie serce, gdy wchodząc do pokoju nie słyszę już jego kwiczenia i nie widzę terrarium z nim w środku, buszującym w sianie. Idę chyba spać, bo nie nadaję się w obecnym stanie do niczego. Jest mi po prostu strasznie, strasznie. W tym roku zginęła też Guziczka i Behemot, ile można?


Komentarze