loneliness is such a sad affair

Duża ilość zajęć kłóci się z regularnym dodawaniem postów- prawie codziennie wstaję o 5.30, jadę na uczelnię i wracam do domu wieczorem, do tego należy jeszcze dodać jazdy próbne. Po powrocie do domu marzę jedynie o zjedzeniu kolacji, prysznicu, książce i pójściu spać. Zasypiam o wcześniejszych godzinach, ale to i tak niewiele pomaga, bo na uczelni czuję się jak zombie. Czuję, że zaprzyjaźnię się z kawą. Ogólnie rzecz ujmując przeczuwam zapierdol w tym semestrze. Wczoraj miałam pierwszą jazdę w terenie, w scenerii rodem z horroru- zmierzch już dawno zapadł, jechaliśmy przez las, wiatr szalał i liście latały na wszystkie strony, padał deszcz i w dodatku od czasu do czasu można było zauważyć błyski piorunów. Zachęcające, co? Ach, dzisiaj dostałam jeszcze mandat w autobusie, a w kolejce do złożenia wniosku o stypendium stałam siedem godzin, przyjemny piąteczek. <3


Komentarze

  1. Ja w tym roku mam tylko 3 dni na uczelni. Chcieliśmy przełożyć jedne zajęcia żeby były tylko 2 dni, ale niestety nie udało sie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak ja zazdroszczę Tobie tych trzech dni na uczelni! domyślam się, że robisz teraz magisterkę?

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty