chcesz mnie zgubić, roztrzaskać na raz, na dwa?

Wczoraj miałam kryzys dotyczący kontynuowania kursu prawa jazdy- tak po prawdzie wpadłam w histerię i wyłam jak bóbr, odgrażając się, używając przy tym niewyszukanego słownictwa, że rzucam to, nie nadaję się i nigdy się nie nauczę. I to był chyba moment przełomowy, bo dzisiejszej jazdy mój instruktor nie zakończył kazaniem, które do tej pory było nieodłączną częścią tej męki. Dzisiaj też pierwszy raz pojechaliśmy na plac i ćwiczyłam tę kopertę (nie wiem jak to się fachowo nazywa) i ani razu nie potrąciłam słupka na końcu, propsy dla mnie! I z ruszaniem nie mam już problemu, jazda już mnie nie stresuje tak bardzo, chyba wreszcie zaczynam "czuć" ten samochód; nie odczuwam już takiego lęku (jakby auto miało mnie co najmniej zjeść). Jestem zatem dobrej wiary, zobaczymy co to będzie na egzaminie. Chciałam jeszcze wspomnieć, że odkąd uczę się jeździć, jestem uczulona na wszelkie "elki", gdy akurat przemieszczam się gdzieś pieszo. Wyłowię okiem każdą poruszającą się po jezdni i czuję ucisk w żołądku na sam ich widok. Czy ktoś z Was też ma podobne odczucia związane z kursem prawa jazdy?



Komentarze

Popularne posty