yesterday you told me about the blue blue sky and all that I can see is just a yellow lemon tree

Ironia Losu dzisiaj w nocy dała mi znać o sobie; już dawno nie dotrzymywała mi towarzystwa i jak zwykle mnie zaskoczyła; tym razem postanowiła pobawić się skrajnościami i pozwolić mi przejrzeć na oczy- otworzyłaś mi je, dziękuję, jednak doskonale zdajesz sobie sprawę z tego, że mam w zwyczaju wybierać to, co z góry jest dla mnie niewskazane i kończy się bólem w okolicach serca, niemniej jednak doceniam Twoją troskliwość. Teraz czekam na tego kopa, który będzie konsekwencją głupich mrzonek. Jestem przygotowana na ból. Wszystkie myśli, które galopowały w mojej głowie z hałasem nie pozwoliły mi zasnąć i gdy już zdałam sobie sprawę, że sen nie nadejdzie i nie przyniesie ukojenia, wzięłam się za książkę, która na chwilę pozwoliła mi zapomnieć (to w książkach jest takie dobre- pochłania człowieka na dobre) i wreszcie za porządki w pokoju; tu kolejna moja refleksja, zdaję sobie sprawę, że niezbyt odkrywcza: dlaczego wspomnień nie można wytrzeć jak zwykłego kurzu? Dlaczego uczuć, które są raniące albo niepotrzebne, nie można pozbyć się tak jak śmieci wyrzucanych do kosza? Wiele osób zarzuca mi brak uczuć, wrażliwości i postawę Panna Mam Wyjebane Na Wszystko; tak naprawdę niewiele w tym prawdy, kłębi się we mnie tyle emocji i uczuć, często skrajnych, że czasami wydaje mi się, że w końcu wybuchnę. Kiedyś chyba łatwiej było mi je okazywać, z roku na rok jest coraz trudniej i chyba nie dziwię się tym, którzy uważają mnie za oziębłą osobę. Chyba powinien wreszcie nadejść moment, kiedy będę potrafiła się otworzyć i komuś zaufać, ale kiedy ten czas nadejdzie? I kiedy nadejdzie czas, że jakiekolwiek moje nieśmiałe próby dostrzeżenia promyka nadziei nie zostaną nagle rozdeptane jak robak?

Komentarze