I don’t belong to anyone

Przeglądałam sobie dzisiaj moje stare wpisy na fbl i wrzucam jedną z notek:

Dzisiaj po raz kolejny zarzucono mi, że jestem feministką, facetami gardzę i uważam, że wszyscy myślą penisem zamiast mózgiem, jestem suką bez serca, nie mam żadnych uczuć, jestem złośliwa i ojej, jak ja z takim podejściem znajdę faceta? Czy ja w ogóle chcę mieć faceta? Szczerze mówiąc dało mi to do myślenia, zwłaszcza, że usłyszałam to już któryś raz z kolei, zatem pozwolę sobie na nieco dłuższy wywód niż zwykle. Feministką nie jestem- szczerze mówiąc, niezbyt interesuję się feminizmem, a to, że staram się być niezależna i nie mam ciśnienia, żeby zdobyć faceta oraz to, że moje poglądy na życie i związki są, jak się okazuje w tym społeczeństwie dość radykalne, nie oznacza jednoznacznie, że jestem zagorzałą feministką. Serio, nie kręci mnie myśl o przyszłości, w której jestem przykładną żoną przepasaną fartuszkiem, zajmującą się domem i gromadką dzieci, gotującą codziennie mężulkowi pyszne obiadki i czekającą na niego w korytarzu z kapciami w jednej dłoni, a w drugiej ze schłodzonym piwem. Wiem, przesadziłam, jednak na chwilę obecną raczej nie wyobrażam sobie, że wychodzę za mąż, a posiadanie dzieci nie jest moją ambicją życiową. Kto wie, może kiedyś zmienię zdanie, generalnie jednak uważam, że papierek nie jest mi potrzebny do szczęścia. Uwierzcie, po powiedzeniu tego, z ust większości facetów, z którymi rozmawiam na ten temat, słyszę, że jestem FEMINISTKĄ. Jak to? Jestem kobietą i nie dążę do tego, żeby mieć faceta, założyć z nim rodzinę i poświęcić się temu całą sobą? Bitch, please, obrałam sobie inny cel życiowy i mam zamiar konsekwentnie do niego dążyć. Kolejna kwestia- nie, nie gardzę facetami i nie uważam, że każdy myśli chujem, po prostu- jeśli osobnik płci męskiej zaczyna mnie traktować przedmiotowo lub jest troglodytą czy też posiada obie te cechy, w tym momencie nie mam z nim o czym rozmawiać i niech nie liczy z mojej strony na jakąkolwiek przychylność, nieudolne podrywy również odpadają. O, a już najbardziej nie cierpię facetów, którzy uważają, że miejsce kobiet znajduje się w kuchni (może jednak jest we mnie coś z feministki), facetów, którzy są kompletnymi prostakami z horyzontami myślowymi zawężonymi do tego stopnia, że no nie wiem, jakiekolwiek przejawy indywidualizmu to dla nich kompletna abstrakcja, nie mieszcząca się w ich konwencji pojmowania świata. Co tam jeszcze... Ostatni raz byłam z kimś dawno, dawno, dlaczego? Uznałam po prostu, że zasługuję na coś fantastycznego i nie mam zamiaru zadowalać się byle czym. Nie będę przecież z facetem, który nie spełnia moich oczekiwań, np.- chłopcy bez pasji oraz chłopcy pijący na umór w weekendy i nie tylko- gierary hir. Proste? Proste. Nie mam zamiaru tracić swojego czasu na kompletnych idiotów, a normalnych facetów jakoś nie zauważam w pobliżu. Odnośnie mojej złośliwości- tak, wiem, jestem złośliwa, potrafię być bardzo złośliwa i często tego nie kontroluję (kilka razy dostałabym w pysk za mój niewyparzony język), ale no cóż, taka jestem; zauważyłam, że z roku na rok mój cynizm pogłębia się, ale składam to na karb moich różnych doświadczeń życiowych. Nie dam sobie w kaszę dmuchać, ot co. Zresztą, nie jestem złośliwa w stosunku do wszystkich, ja naprawdę potrafię być miła, jednak gdy ktoś mi zajdzie za skórę nie będę obchodzić się z nim jak z jajkiem, prawda? Inną kwestią jest też fakt, że niektórzy ludzie po prostu proszą się o to, żeby w trakcie rozmowy z nimi stosować sarkazm, a z innymi po prostu dobrze jest się podroczyć. Ostatnia kwestia- ja mam uczucia, naprawdę, i to całkiem sporo. Po prostu nie nauczono mnie ich okazywania, a ja sama nie lubię się z nimi afiszować (jedynie wkurwienia nie jestem w stanie ukryć).

Komentarze

  1. hejho, nie było mnie trochę [i u Ciebie i w ogóle w życiu] ale wypada się chyba odezwać, dać jakiś znak życia :D a wszystko przez Diablo III-pochłoneło mnie :D.
    feministką nie jestem, nie nie, feministki mają wąsy![i nie tylko... :D] jeżeli już o związkach mowa i o relacjach, jestem za partnerstwem-'ty coś dla mnie, ja coś dla ciebie'- proste miłe i przyjemne, myślę, a jak ludzie naprawdę się kochają[niekoniecznie mówie o związkach mężczyzna-kobieta, miałam na myśli różne 'związki'] tym łatwiej taki układ się udaje :). i na odwrót też działa-oko za oko, zab za ząb, chociaż ja jestem zbyt leniwa żeby się mścić, fochac czy coś podobnego-wychodze z założenia że zawsze lepiej porozmawiać[w skrajnych przypadkach się wkurw^%m ;d]. a ostetecznie jak rozmową się nie da, a nie chce sie tracić nerwów, kisić w dziwnych relacjach-zerwać kontakt, przemilczeć przez długi czas, poukładać sobie wszystko w głowie, odpocząć od drugiej osoby, wybacz jej jeżeli zachodzi taka potrzeba, zrozumieć-i siebie i drugą osobę-czas jest najlepszym katalizatorem. i jeżeli jest w przyszłości taka możliwość-odnowić kontakt. wiadomo, jest wtedy inaczej niż kiedyś[chociaż nie jest to reguła], bo tak jak kiedyś już nigdy nie będzie, ale czasami tęsknota jest silniejsza i się wraca :), dopiero później uderza nas inność nowych relacji heh..
    +
    ja wychodze z założenia że prawdziwe związki sa po 30 a teraz mam to w nosie ;). mimo, że feministka nie jestem, pokusiłabym sie o stwierdzenie, że jestem aseksualna + takie doświadczenia miłosne i nie tylko~ogólnie dotyczące związków miedzy ludzkich są dla mnie męczące i wnoszące w moje życie po czasie gównie nerwy i niepotrzebnie kradną mój czas który lubię marnować w jakiś bardziej nie-wyrafinowany sposób ;) np. poświęcając go sobie <3 . mimo, że mam wielu znajomych etc. nie pogłębiam znajomości z nimi, bo wolę latami na średnim poziomie utrzymywać z nimi kontakt, niż krótko i intensywnie-co prawda zdarzają się wpadki, ale teraz potrafię to bardziej kontrolować, zdystansowałam się.


    a ja mam ten problem, że jestem zawsze miła, nawet jak ktoś mnie denerwuje, irytuje itp. :( czasami chciałabym być wredna i złośliwa[boże.. a może jestem i o tym nie wiem ._. ? ], ale jedynie potrafię być cyniczna i sceptyczna co prezentuję zrezygnowaniem i zmęczeniem daną osobą,eh... z kolei uczucia to dość dziwny temat, jeszcze dziwniejsza jest kwestia okazywania ich-u mnie to zalezy jak leży z tymi uczuciami, a leży inaczej co 5 sekund :D, ahh te niezdecydowanie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. o jaaaa, zazdroszczę, też bym sobie pograła, niestety mój komputer zawodzi nawet przy "Sims 3" i mogę sobie pomarzyć o pograniu w coś lepszego :C

    mam podobne poglądy do Twoich, jeżeli chodzi o związki, zbyt wiele poczyniłam obserwacji widząc zachowanie moich znajomych, większości takich przypadków wolałabym uniknąć. oczywiście rozmowa jest bardzo istotna, ja jestem za tym, żeby od czasu do czasu się pokłócić- nie ma co ukrywać, lubię to. :D a pewnych rzeczy chyba nie byłabym w stanie wybaczyć, chociażby zdrady. c; no i wiadomo, nad relacjami trzeba pracować!

    ja też mam to w nosie, ale czasami dziwnie czuję się, zwłaszcza gdy pomyślę o przyjaciółkach, większość z nich ma facetów i to od dłuższego czasu, a tymczasem ja, dwudziesto- dwulatka bez poważniejszego bagażu doświadczeń c;
    też lubię marnować czas na siebie, to mi najlepiej wychodzi! a przyjaciół mam dość sporo, mimo że nie widuję się z nimi znowu zbyt często (studiują w innych miastach), ale gdy się widzimy, mogę im o wszystkim powiedzieć. ;P
    dystans w takich relacjach jest bardzo ważny!

    taka Twoja natura i chyba jej nie zmienisz :C ja tam raczej nie owijam w bawełnę, chociaż przyznam, że czasami jednak mi się zdarza c;
    ja nie okazuję uczuć, bo w tej materii jestem bardzo nieufna i nie potrafię tego zwalczyć :C a jeżeli chodzi o niezdecydowanie- skąd ja to znam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ok, ok, nie akceptuję! jest dokładnie tak jak piszesz- po co pakować się w jakieś bagno, skoro widzisz, jakie są tego konsekwencje? ja na szczęście ze zdradą nie miałam do czynienia, ale widzę, co się dzieje z ludźmi, którzy zostali zdradzeni i to mnie przeraża czasami.
      no i co poradzisz, faceci posiadają tę właściwość, że po dostaniu kosza zmieniają się o 180 stopni i zazwyczaj starają się oczernić daną laskę c; chłopcy poznawani na imprezach to zazwyczaj kompletna porażka, czasami się zastanawiam, skąd tacy się w ogóle biorą :D moi rodzice na szczęście nie próbują mnie z kimkolwiek swatać, bo wiedzą, że mam swój rozum, ale tak, plotki o rzekomym homoseksualizmie... przechodziłam to w liceum i teraz też :D to śmieszne, serio :D o, znajomi często mówią, żebym znalazła sobie faceta, blablabla, jeden z moich kumpli twierdzi, że gdy z kimś się zwiążę, to podaruje delikwentowi dyplom za wytrwałość :c ja też jestem tolerancyjna i też mam w swoim otoczeniu kilku homoseksualistów, jakoś nigdy odmienna orientacja nie wydawała mi się czymś chorym (jak w ogóle można tak myśleć?)
      ludzie nie rozumieją wielu rzeczy albo nie chcą rozumieć, więc chyba nawet nie warto im tłumaczyć się z aseksualności na przykład c;
      prób zmiany moich poglądów przez kogokolwiek nienawidzę z całego serca!

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty